Spis treści
- 16 lat po zaginięciu Iwony Wieczorek. W tej sprawie wciąż więcej jest pytań niż odpowiedzi
- Błędy na początku śledztwa? Sprawa Iwony Wieczorek do dziś budzi ogromne emocje
- Ekspert nie ma wątpliwości. „Kto dokonuje zabójstwa przy tylu świadkach?”
- Czy ciało Iwony mogło zostać wywiezione z parku? Internauci od lat analizują ten trop
- Czy śmieciarze mogli wywieźć ciało Iwony? Dziennikarz śledczy przeanalizował ten scenariusz
- Eksperci mają swoją teorię. Iwona mogła zginąć zupełnie gdzie indziej
- Były szef Biura Kryminalnego nie ma wątpliwości. „Nie ma żadnej opcji, że Iwona żyje”
16 lat po zaginięciu Iwony Wieczorek. W tej sprawie wciąż więcej jest pytań niż odpowiedzi
Zaginięcie Iwony Wieczorek od lat pozostaje jedną z najbardziej tajemniczych spraw kryminalnych w Polsce. Mimo że od zniknięcia 19-letniej mieszkanki Gdańska minęło już 16 lat, jej ciała do dziś nie odnaleziono. Śledztwo prowadzi krakowskie Archiwum X, a wokół sprawy wciąż pojawiają się nowe hipotezy i spekulacje dotyczące wydarzeń z feralnej nocy.
Istnieją jednak teorie, które według wielu osób trudno uznać za wiarygodne. Dokładna analiza wydarzeń z nocy z 16 na 17 lipca 2010 roku sprawia, że część scenariuszy zwyczajnie przestaje się ze sobą łączyć. Tamtego wieczoru Iwona spędzała czas na działce należącej do dziadków starszego kolegi, Pawła. W spotkaniu uczestniczyli także jego znajomi oraz najbliższa przyjaciółka i sąsiadka Iwony — Adria. Po kilku godzinach cała grupa przeniosła się do sopockiego Dream Clubu. Z czasem atmosfera zaczęła się psuć, a sama 19-latka wyraźnie straciła humor. Gdy znajomi planowali powrót do domu, Iwona odmówiła wspólnego kursu taksówką i postanowiła wrócić pieszo.
W nocy z 16 na 17 lipca Iwona przeszła kilka kilometrów i około godziny 4:12 znalazła się już na terenie Gdańska. Była zmęczona, szła boso, niosąc buty w dłoniach. Ostatni raz kamera monitoringu zarejestrowała ją przy wejściu na plażę nr 63 w Jelitkowie. Później ślad po dziewczynie całkowicie zaginął.
Błędy na początku śledztwa? Sprawa Iwony Wieczorek do dziś budzi ogromne emocje
Już na początku śledztwa doszło do poważnych zaniedbań, a w kolejnych latach pojawiały się następne kontrowersje. Początkowo funkcjonariusz nie chciał przyjąć zgłoszenia o zaginięciu 19-latki i sugerował jej matce, że córka po prostu wróci do domu po imprezie. Gdy zgłoszenie ostatecznie przyjęto, sprawę zakwalifikowano do kategorii niewymagającej pilnych działań poszukiwawczych. Dodatkowo monitoring zabezpieczono zbyt późno, przez co nie wiadomo, jak wyglądała dalsza trasa Iwony po przejściu obok kamery w rejonie Parku Reagana.
Właśnie dlatego wielu ekspertów podważa teorię, według której do tragedii miało dojść w samym parku. Fakt, że ostatni zapis monitoringu pochodzi właśnie z tego miejsca, nie oznacza jeszcze, że tam zakończyła się droga 19-latki. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że kolejne nagrania zostały nadpisane, zanim śledczy zdążyli je zabezpieczyć.
Ekspert nie ma wątpliwości. „Kto dokonuje zabójstwa przy tylu świadkach?”
Były analityk Komendy Głównej Policji Marek Siewert zwracał uwagę, że o tej porze wokół Parku Reagana było już jasno i pojawiali się spacerowicze.
Polecany artykuł:
- Iwona idąc ma torebkę, ma rozładowany telefon, trzyma w ręku parę butów i napada ją na deptaku jakiś mężczyzna. Napadł ją, zaciąga ją w krzaki, robi jej krzywdę i później wraca na tę ścieżkę i zbiera porozrzucane przedmioty? Przecież Iwona musi się bronić, w związku z czym porzuca te rzeczy. Który sprawca dokonuje przestępstwa, napadu, zabójstwa w chwili, kiedy przemieszcza się tyle osób? Zaciągnął ktoś dziewczynę w krzaki i zjadł ją? Bo gdzie są zwłoki? - mówił Marek Siewert w serialu dokumentalnym "Sprawa Iwony Wieczorek" dla platformy Netflix.
Jak podkreśla ekspert, problemem byłoby nie tylko dokonanie zbrodni w miejscu, gdzie mogli znajdować się świadkowie, ale również późniejsze ukrycie ciała. W książce „Zaginiona Iwona Wieczorek. Koniec kłamstw” przytoczono kolejną wypowiedź analityka.
- Czy ona ani by nie krzyczała, ani nie rzucała butami, ani się nie broniła? I nikt tego nie widział? Poza tym można było jej zrobić krzywdę w parku, to nie byłby problem, poderżnąć jej gardło, ale jak wywieźć stamtąd ciało, skoro zwykłe osoby nie mogły tam wjeżdżać? Z notatników policjantów, którzy pełnili tam służbę wynika, że zaglądali nawet do bagażników sprawdzanych samochodów – czytamy.
Czy ciało Iwony mogło zostać wywiezione z parku? Internauci od lat analizują ten trop
Od lat ogromne emocje budzi teoria dotycząca śmieciarki. Według jednej z hipotez ciało Iwony mogło zostać wywiezione z Parku Reagana właśnie pojazdem służb sprzątających. Internauci przez lata analizowali zdjęcia śmieciarek z tamtej nocy, próbując odnaleźć jakiekolwiek ślady mogące potwierdzić ten scenariusz.
Pierwsza teoria zakłada przypadkowe potrącenie dziewczyny przez pojazd sprzątający. Problem w tym, że śmieciarki poruszają się bardzo wolno i regularnie zatrzymują się przy koszach. W praktyce oznacza to, że pracownicy oraz spacerowicze przez cały czas znajdowali się blisko siebie. Zdaniem wielu osób znacznie bardziej prawdopodobna byłaby zwykła ucieczka z miejsca zdarzenia niż ryzykowna próba ukrywania zwłok.
Czy śmieciarze mogli wywieźć ciało Iwony? Dziennikarz śledczy przeanalizował ten scenariusz
Drugim scenariuszem jest celowe działanie pracowników śmieciarki. Tę teorię analizował dziennikarz śledczy Janusz Szostak podczas pracy nad książką „Co się stało z Iwoną Wieczorek”.
Jak wskazywał reporter, wywiezienie ciała z parku bardzo trudno byłoby ukryć. Śmieciarka musiałaby zjechać z wyznaczonej trasy, pokonać dodatkowe kilometry i zostać zarejestrowana przez monitoring miejski poza swoim standardowym kursem. Dodatkowo pojawiłby się problem z paliwem, ponieważ pojazdy były tankowane dokładnie pod wyliczoną trasę, a kierowcy nie mieli dostępu do kluczyków do wlewów paliwa.
Zdaniem Janusza Szostaka mało realny wydaje się również scenariusz przewiezienia zwłok do bazy firmy sprzątającej. Obiekty były monitorowane i pilnowane, a pracownicy nie mogli swobodnie poruszać się tam prywatnymi autami. Oznaczałoby to konieczność przenoszenia ciała na oczach innych osób oraz kamer monitoringu.
Eksperci mają swoją teorię. Iwona mogła zginąć zupełnie gdzie indziej
Wielu ekspertów uważa dziś, że do tragedii mogło dojść daleko od miejsca, w którym ostatni raz zarejestrowała ją kamera. Do domu Iwonie pozostawało jeszcze około dwóch kilometrów, a końcowy fragment jej trasy nigdy nie został udokumentowany.
Według jednej z teorii 19-latka mogła wsiąść do samochodu osoby, którą znała. Sprawca mógł spotkać ją przypadkiem, mieć auto zaparkowane w pobliżu albo czekać w okolicy jej domu.
Były szef Biura Kryminalnego KGP insp. Marek Dyjasz ocenił w podcaście „Rozmowa Wprost”, że śmierć Iwony mogła być skutkiem nagłego impulsu i tragicznego splotu wydarzeń, a nie wcześniej zaplanowanej zbrodni.
- Najprawdopodobniej coś wymknęło się spod kontroli. Była rozmowa, były emocje, ktoś powiedział kilka słów za dużo, może Iwona Wieczorek została uderzona i na tyle nieszczęśliwie upadła, że uderzyła głową i zmarła. Nie przypuszczam, że ktoś celowo przygotowywał się w profesjonalny sposób do tego, aby pozbawić Iwonę Wieczorek życia - mówił w „Rozmowie Wprost".
Były szef Biura Kryminalnego nie ma wątpliwości. „Nie ma żadnej opcji, że Iwona żyje”
Zdaniem części ekspertów do tragedii mogło dojść przypadkowo — na przykład podczas spotkania w mieszkaniu sprawcy lub osoby, do której Iwona udała się dobrowolnie. Insp. Marek Dyjasz podkreślił jednocześnie, że nie wierzy w teorię o dobrowolnym zniknięciu 19-latki.
– Moim zdaniem nie ma żadnej szansy, żadnej opcji i żadnej wersji, która przemawiałaby za tym, że Iwona żyje, że ona celowo, świadomie odcięła się od najbliższych, od rodziny i zaczęła nowe życie. Gdzieś musiałby zostać ślad – ocenia były dyrektor biura kryminalnego Komendy Głównej Policji.
Tymczasem, jak powszechnie wiadomo, śledczy nie natrafili na absolutnie żaden trop potwierdzający, że kobieta żyje.