2-miesięczna Maja miała okropne obrażenia. Rodzice zgotowali jej piekło! Niemowlę zmarło w męczarniach

Dwumiesięczna Maja ze Starogardu Gdańskiego doświadczyła niewyobrażalnego bólu i cierpienia w swoim niezwykle krótkim życiu. Śledczy ustalili, że dziewczynka padła ofiarą brutalnej przemocy domowej ze strony własnych rodziców: Karoliny P. oraz Dominika P. Para ostatecznie usłyszała najpoważniejsze prokuratorskie zarzuty. Choć do śmierci dziecka doprowadził ciąg wstrząsających zdarzeń, sąd początkowo stwierdził, że rodzice nie dopuścili się zabójstwa, a wyrok oburzył opinię publiczną. Do akcji musiał wkroczyć sąd apelacyjny.

Rodzice ze Starogardu Gdańskiego maltretowali dzieci w domu

Dramatyczna historia dwumiesięcznej dziewczynki ze Starogardu Gdańskiego była szeroko relacjonowana przez media lokalne i ogólnopolskie. Sprawa wyszła na jaw 20 stycznia 2022 roku, gdy wezwano karetkę do kamienicy przy ul. Piłsudskiego. Karolina P. powiadomiła dyspozytora o utracie przytomności przez jej dziesięciotygodniową córkę Maję. Ratownicy medyczni po dotarciu na miejsce przez około pół godziny prowadzili reanimację dziecka, jednak bez powodzenia. Lekarz potwierdził śmierć niemowlęcia, co stało się początkiem wstrząsającego śledztwa.

Sonda
Czy kary za dzieciobójstwo w Polsce są odpowiednie?

Ratownicy wezwali na miejsce funkcjonariuszy policji z uwagi na podejrzenia, że niemowlę mogło doświadczać przemocy domowej. Mundurowi natychmiast zatrzymali matkę dziewczynki, Karolinę P., oraz jej ojca, Dominika P. Już następnego dnia, na wniosek prokuratury, sąd zdecydował o tymczasowym aresztowaniu pary. Wśród sąsiadów szybko zaczęły krążyć pogłoski o koszmarze, jaki rozgrywał się za ścianami mieszkania rodziny.

Akt oskarżenia sporządzony przez prokurator Agnieszkę Barbanowicz z Prokuratury Okręgowej w Gdańsku zarzucał rodzicom wspólne i porozumiewawcze pozbawienie życia dwumiesięcznej córki. Karolina P. (22 lata) i Dominik P. (25 lat) usłyszeli zarzuty zabójstwa, za co groziło im dożywocie. Oskarżyciele podkreślali, że para fizycznie i psychicznie znęcała się nad zmarłą dziewczynką, a także nad jej starszym rodzeństwem: czteroletnią siostrą i ponad dwuletnim bratem. Starsze dzieci po zatrzymaniu rodziców zostały przekazane do pieczy zastępczej na mocy postanowienia sądu.

Śledczy dysponowali zabezpieczonymi wiadomościami SMS, które stanowiły dowód przeciwko rodzicom. Oprócz tego zeznania złożyło starsze dziecko, które również obciążyło oskarżonych. Sędzia Anna Jachniewicz z Sądu Okręgowego w Gdańsku, przewodnicząca pięcioosobowego składu orzekającego, wskazywała na brutalne metody wychowawcze matki. Według relacji cytowanych przez portal Starogard Gdański Nasze Miasto, kobieta wulgarnie wyzywała maluchy, zamykała je w pokoju, by mieć spokój, oraz rzadko opuszczała dom, izolując pociechy. Co więcej, Karolina P. stosowała przemoc, znajdując się pod wpływem narkotyków, od których była uzależniona, i które zażywała już w trakcie ciąży.

Wyniki sekcji zwłok ujawniły, że zgon niemowlęcia nastąpił na skutek przemocy, ale także z powodu braku leczenia oraz zaniedbania medycznego. Prokuratura dowodziła, że rodzice celowo zaniechali wizyty u lekarza, bojąc się zdemaskowania ich oprawczych praktyk. Sędzia podczas procesu zwróciła uwagę na wielopokoleniowe przenoszenie patologii, zauważając, że sama Karolina P. w przeszłości doświadczała krzyków i przemocy ze strony pijącej alkohol babci. To wszystko wpłynęło na rozwój zaburzeń osobowości u oskarżonej.

Dzieci pary, badane przez ekspertów, przejawiały porażające objawy traumy, takie jak "syndrom niemego krzyku". Ból wyrażały bezgłośnie, pozwalając łzom spływać po policzkach w całkowitej ciszy, ponieważ były nauczone w domu, że hałasowanie prowokuje reakcję matki. Portal Starogard Gdański Nasze Miasto przytaczał, że znęcanie wpłynęło na opóźniony rozwój mowy i rozwój intelektualny maluchów, a wszelki bunt kończył się karami w postaci bicia i krzyku.

Syndrom niemego krzyku u dzieci ze Starogardu Gdańskiego

W pieczy zastępczej opiekunowie zauważyli, że rodzeństwo Mai rzucało się na posiłki, zjadając wszystko z podłogi, co sugerowało, że w rodzinnym domu nie otrzymywały wystarczającej ilości jedzenia. Na ich ciałach zdiagnozowano rozliczne zranienia i urazy, w tym niewłaściwie zrośnięte złamania. Z powodu braku pomocy medycznej po złamaniu kończyn, u czteroletniej dziewczynki wystąpił niedowład. Ostatecznie jednak nie udowodniono, czy złamania wynikały z celowych działań pary, czy też z nieszczęśliwych zdarzeń.

Oskarżeni nie przyznawali się do stawianych im zarzutów maltretowania zmarłej córeczki. Choć zgromadzone dowody były jednoznaczne, a opinia społeczna domagała się najwyższego wymiaru kary, sąd początkowo nie zakwalifikował ich działań jako popełnionych ze "szczególnym okrucieństwem". Zgodnie z kodeksem karnym, takie miano przysługuje sytuacjom, w których oprawca wykazuje sadyzm i czerpie satysfakcję z bólu ofiary, czego w tej sprawie – według sądu pierwszej instancji – nie udało się dowieść.

Sąd nie uznał początkowo czynów pary za morderstwo, argumentując, że Maja nie zginęła bezpośrednio od obrażeń, a z powodu rzadkiej choroby. Sędzia Anna Jachniewicz przekazała, że to wysiękowe zapalenie opon mózgowych w połączeniu z obrzękiem mózgu uszkodziło pnie mózgowe odpowiedzialne za oddychanie i krążenie. Jednakże badanie pośmiertne wykazało liczne mnogie uszkodzenia i obrażenia ciała, co stanowiło dowód na stosowanie długotrwałej i wielokrotnej przemocy fizycznej wobec dziecka na długo przed hospitalizacją.

Sąd uwzględnił fakt, że zdiagnozowanie schorzenia Mai na wczesnym etapie byłoby trudne nawet dla specjalistów. Zauważono również, że matka podawała leki podczas gorączki niemowlęcia przekraczającej 38 stopni. Choć dawkowanie było nieodpowiednie, wykazywało, że Karolina P. nie zignorowała zupełnie stanu córki. Według ustaleń przekazanych przez Starogard Gdański Nasze Miasto, nawet podanie odpowiednich preparatów pozostawiałoby 20-procentowe ryzyko śmierci.

W pierwszym wyroku sąd uznał Karolinę P. winną wywołania u ocalałego rodzeństwa zespołu dziecka maltretowanego i poważnych uszkodzeń ciała. Dominikowi P. przypisano zaniechanie udzielenia pomocy przy chorobie niemowlęcia oraz znęcanie psychofizyczne. Zignorował m.in. konieczność opieki medycznej po złamaniu kończyn i pozwalał na brutalne metody wychowawcze. Mężczyzna posiadał dodatkowo marihuanę. Choć oboje pochodzili ze środowisk dotkniętych problemami, to uznano, że główną sprawczynią okrucieństwa była kobieta. Dominik uderzał dzieci tylko okazjonalnie.

Apelacja w sprawie śmierci dwumiesięcznej Mai ze Starogardu Gdańskiego

W świetle tych ustaleń, Karolinie P. wymierzono karę 7 lat więzienia w trybie terapeutycznym, zakazując kontaktu z dziećmi przez dekadę i zasądzając zadośćuczynienie w wysokości 5 tysięcy złotych. Dominik P. otrzymał karę 4 lat w tym samym systemie oraz identyczne zakazy. Z uwagi na trudną sytuację materialną obojga, kwota zadośćuczynienia została znacznie obniżona.

Prokuratura wnioskowała o ukaranie również ciotki oraz prababci maluchów za to, że pomimo obecności w budynku, gdzie rozgrywał się koszmar, nie zainterweniowały. Oskarżyciele argumentowali, że kobiety, zamieszkujące to samo miejsce lub bywające w mieszkaniu, nie mogły przeoczyć krzyków i urazów fizycznych na ciałach maluchów. Sąd jednak orzekł ich niewinność, stwierdzając, że były całkowicie izolowane od wnuków i mogły nie zdawać sobie sprawy z opresyjnego zachowania rodziców.

Niezwykle niskie kary wywołały wzburzenie społeczne. Prokuratura bezzwłocznie złożyła zapowiedź apelacji od nieprawomocnego wyroku. Prokurator Anita Radecka podkreśliła dla gdańskiej prokuratury okręgowej, że ocena sądu znacząco różni się od argumentacji oskarżenia. Według strony oskarżającej, rodzice przez trzy doby byli świadkami krytycznego stanu córki i nic nie uczynili, akceptując w ten sposób możliwość zgonu niemowlęcia. Z kolei adwokaci utrzymywali, że oskarżeni absolutnie nie godzili się na śmierć dziewczynki.

Sąd Apelacyjny w Gdańsku po zbadaniu sprawy orzekł, że wcześniejsze decyzje były niewspółmiernie niskie. W 2025 roku uwzględniono wniosek prokuratury, uznając winę pary ze szczególnym okrucieństwem, z zamiarem ewentualnym pozbawienia życia. Karolina P. usłyszała wyrok 20 lat więzienia, a Dominik P. 19 lat więzienia, w połączeniu z dziesięcioletnim zakazem zbliżania do żyjących dzieci poniżej 100 metrów. Sąd zdecydował ponadto o uchyleniu uniewinnienia babki i ciotki ofiary, nakazując wznowienie ich procesu. Jak wyjaśniała sędzia Joanna Mielec, tak rażące okrucieństwo wobec najmłodszych musi podlegać zdecydowanej karze. "Super Express" donosił, że uszkodzenia fizyczne dziecka wskazywały na potężną siłę zastosowaną przy złamaniach, co definitywnie przeważyło szalę sprawiedliwości. Wyrok ten uprawomocnił się.

Pokój Zbrodni - 30 Płodów na posesji