Spis treści
Tragedia w Dębnicy Kaszubskiej. Pijani obywatele Ukrainy zatrzymani przez policję
Funkcjonariusze policji w poniedziałek 9 marca przesłuchali dwóch mężczyzn odpowiedzialni za zdarzenie w pomorskiej Dębnicy Kaszubskiej na terenie powiatu słupskiego. Podejrzani to obywatele Ukrainy w wieku 40 oraz 44 lat. W momencie zatrzymania obaj mężczyźni znajdowali się pod wyraźnym wpływem alkoholu. Nie wiadomo, który z nich w chwili wypadku siedział za kierownicą pojazdu.
Z informacji przekazanych przez Amadeusza Galusa ze słupskiej Komendy Miejskiej Policji wynika, że kierujący volkswagenem jechał od strony Słupska i na zakręcie nie zapanował nad autem. Pojazd wypadł z trasy na chodnik i z impetem uderzył w prawidłowo idące tamtędy piesze. Zaraz po uderzeniu sprawca zostawił rozbite auto i uciekł.
Prawidłowo poruszające się piesze nie miały żadnych szans na ucieczkę przed nadjeżdżającym pojazdem. Przybyli na miejsce ratownicy natychmiast rozpoczęli walkę o życie 47-latki, jednak mimo podjętej reanimacji poszkodowana zmarła na miejscu. Pozostałe dwie uczestniczki tego koszmaru w wieku 45 i 49 lat doznały poważnych obrażeń i musiały zostać przetransportowane do pobliskiego szpitala.
Dramatyczna relacja świadka. Siostra zmarłej 47-letniej Anny krzyczała z rozpaczy
Według ustaleń portalu "Fakt" poszkodowane to 47-letnia Anna, jej siostra Małgorzata i ich kuzynka, które wspólnie wracały z imprezy urodzinowej chrzestnej zmarłej. Chwilę po zdarzeniu na miejscu pojawiła się pani Wiesława, mieszkająca w pobliżu. Świadek twierdzi, że ofiara znajdowała się na chodniku w odległości kilku metrów od porzuconego przez sprawcę volkswagena. Według obserwacji kobiety auto mogło ciągnąć potraconą pieszą po ziemi jeszcze przez pewien czas.
- Z domu wyciągnął nas głośny huk, mnie i mojego męża. Kiedy wyszliśmy na zewnątrz, zobaczyliśmy trzy kobiety i grupkę otaczających ich ludzi. Jedna z nich, kuzynka, siedziała ze złamaną nogą. Z kolei Małgosia stała nad ciałem Ani i straszliwe lamentowała, krzyczała wręcz - relacjonowała kobieta w rozmowie z "Faktem".
Okoliczni mieszkańcy, w tym pani Wiesława, natychmiast rzucili się na ratunek ofiarom wypadku. Szybko stało się jasne, że dla 47-letniej Anny jest już za późno. Świadek zaproponowała pomoc innej poszkodowanej, która siedziała na chodniku, chcąc przeprowadzić ją w bezpieczniejsze miejsce. Relacja przekazana portalowi wskazuje, że podczas próby podniesienia ranna zaczęła przeraźliwie krzyczeć z powodu potwornego bólu kończyn. Z uwagi na podejrzenie poważnych złamań, powtórnie ułożono ją na ziemi i wspólnie oczekiwano na przyjazd służb medycznych.
Niebezpieczny zakręt w Dębnicy Kaszubskiej. Wypadki zdarzały się tu już wcześniej
Punkt, w którym doszło do zdarzenia ma wśród lokalnej społeczności opinię wyjątkowo niebezpiecznego. W wywiadzie udzielonym reporterowi dziennika Fakt pani Wiesława podkreśliła, że tylko w ciągu minionych trzech lat pojazdy aż dwa razy taranowały jej płot.
Z informacji zebranych przez dziennikarzy wynika, że tragicznie zmarła kobieta była bardzo rozpoznawalną postacią w swoim sąsiedztwie. Jej dom znajdował się przy ulicy Podgórnej, dosłownie kilkadziesiąt metrów od miejsca śmiertelnego wypadku. Zawodowo 47-letnia Anna była związana z lokalnym przedsiębiorstwem z branży przetwórstwa rybnego.