Nad morzem brakuje rąk do pracy. „Młodzież nie szuka aż tak zarobku”
Jeszcze kilka lat temu dla wielu młodych ludzi wakacyjna praca była niemal obowiązkowym elementem lata. Sprzedaż lodów, pamiątek czy praca w gastronomii pozwalały zarobić pierwsze większe pieniądze. Eksperci podkreślają, że w sezonie letnim można zarobić naprawdę atrakcyjne pieniądze. W samej gastronomii miesięczne wynagrodzenie sięga nawet 8 tys. zł brutto. Do tego dochodzą napiwki, które w wielu przypadkach stanowią dodatkowe źródło dochodu.
Z takiej pracy dodatkowej w sezonie letnim chętnie korzystali dawniej młodzi ludzie na Pomorzu. Dziś sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Obecnie przedsiębiorcy znad morza mają spory problem w znalezieniu sezonowych pracowników. W poprzednich latach, taką pracą zainteresowani byli głównie młodzi ludzie. - Dziś młodzież nie szuka aż tak zarobku - mówi Paweł Rogoziński, manager gastronomii m.in. na Półwyspie.
- Ludzie są zainteresowani pracą sezonową, o ile przy tej pracy sezonowej jest dużo rozrywki, dużo atrakcji. Bardziej impreza niż praca. Nie myślą mocno o pracy, nie zastanawiają się nad tym, czy zarobki są wysokie czy niskie. Przyjeżdżają na Pomorze wręcz często z pieniędzmi. Nie mają tego budulca, czyli tej motywacji, chęci pieniądza – tłumaczy Paweł Rogoziński.
Dodatki stały się standardem. Pracodawcy alarmują, że brakuje chętnych do pracy sezonowej
Nie tylko na Pomorzu, ale i w całej Polsce, pracodawcy muszą teraz prześcigać się w swoich ofertach, bo chętnych brak. Aby przyciągnąć kandydatów, firmy muszą oferować coraz więcej dodatkowych benefitów. Jak podkreśla Roman Broszczak, prezes zarządu Agencji Pracy Kolins, darmowy nocleg czy wyżywienie przestały być już czymś wyjątkowym.
- Darmowy transport do miejsca pracy, zakwaterowanie, wyżywienie - to dziś standard, a nie bonus. Wiele osób chętnie pojechałoby do pracy na plantacji, ale po prostu nie ma czym. Takich ludzi jest naprawdę dużo i właśnie dla nich te udogodnienia są kluczowe. Rynek wyraźnie zmierza w stronę tworzenia coraz lepszych warunków dla pracowników – mówi Roman Broszczak, prezes zarządu Agencji Pracy Kolins.
Ile można zarobić przy zbiorach w 2026? Eksperci tłumaczą
Choć praca przy zbiorach nie należy do najłatwiejszych, nadal pozwala osiągnąć całkiem dobre zarobki. Wysokość wynagrodzenia zależy przede wszystkim od rodzaju wykonywanej pracy.
- Przy borówkach można zarobić nawet dwa złote pięćdziesiąt groszy za kilogram, przy truskawkach - złoty siedemdziesiąt groszy. Natomiast w zakładach przetwórstwa dominują stawki godzinowe - około dwudziestu pięciu złotych netto za godzinę. To kwoty, które realnie zachęcają, szczególnie w połączeniu z zapewnionym noclegiem i wyżywieniem – komentuje Roman Broszczak.
Zdaniem ekspertów największą zmianą ostatnich lat jest podejście młodego pokolenia do pracy sezonowej. Coraz mniej osób decyduje się na zatrudnienie przy zbiorach, choć nieco lepiej wygląda sytuacja w zakładach przetwórstwa.
- Młode osoby dziś niezbyt chętnie sięgają po pracę przy zbiorach. Na przetwórstwie sytuacja wygląda nieco lepiej, ale przy samych zbiorach chętnych z tej grupy jest coraz mniej. Powodów jest kilka - młodzi mają dziś znacznie więcej możliwości dorobienia: praca zdalna, platformy internetowe, krótkie zlecenia. Rynek jednak od lat już to widzi i wyciąga wnioski. Pracodawcy coraz częściej kierują swoje oferty do starszej kategorii wiekowej kandydatów - osób, które traktują pracę sezonową poważnie i są po prostu bardziej dyspozycyjne. I to działa – tłumaczy prezes zarządu Agencji Pracy Kolins.