Spis treści
Miasto, które wciąż płonie
Na świecie istnieją miejsca, w których skutki dawnych decyzji są odczuwalne przez dziesięciolecia. Czasem są to opuszczone miasta, zrujnowane kopalnie lub krajobrazy zmienione przez przemysł. Niekiedy jednak historia przybiera znacznie bardziej niezwykły obrót. Jednym z najbardziej niezwykłych przykładów takiej sytuacji jest niewielkie amerykańskie miasteczko, pod którym od ponad 60 lat nieprzerwanie płonie ogień. Poznajcie historię Centralii w stanie Pensylwania.
Centralia płonie od kilkudziesięciu lat
Centralia powstała w połowie XIX wieku jako osiedle górnicze zlokalizowane nad bogatymi złożami węgla kamiennego. To właśnie węgiel napędzał rozwój regionu. Zapewniał miejsca pracy, finansował infrastrukturę i przyciągał kolejne rodziny. Życie toczyło się wokół kopalń, a wydobywany surowiec trafiał do domów, fabryk i elektrowni w całym kraju. Nikt nie przypuszczał, że to samo bogactwo stanie się przyczyną upadku miejscowości.
1962 rok: pożar, który nie miał się wydarzyć
Wiosną 1962 roku w pobliżu miejskiego wysypiska śmieci doszło do kontrolowanego podpalenia odpadów - była to wówczas powszechna praktyka. Ogień jednak wymknął się spod kontroli i przedostał do sieci starych, opuszczonych szybów oraz tuneli kopalnianych. Pod ziemią zapaliły się pokłady węgla.
Od tego momentu rozpoczął się podziemny pożar, który trwa nieprzerwanie do dziś. Ogień rozprzestrzeniał się w labiryncie wyrobisk, często słabo udokumentowanych. Temperatura w niektórych miejscach sięgała setek stopni Celsjusza, a z pęknięć w ziemi zaczęły wydobywać się gorące opary i toksyczne gazy, w tym tlenek węgla. Z galerii zdjęć poniżej dowiecie się, jak dziś wygląda ta okolica.
Dalsza część artykułu znajduje się pod galerią.
To miasteczko płonie niemal bez przerwy od 60 lat - Centralia USA [ZDJĘCIA]
Dlaczego nie udało się ugasić pożaru?
Podejmowano liczne próby opanowania całej tej sytuacji, w tym m.in.:
- zasypywanie szybów i szczelin,
- odcinanie dopływu powietrza,
- wykopywanie fragmentów palącego się złoża.
Każde z tych działań było jednak kosztowne i przynosiło jedynie częściowe, krótkotrwałe efekty. Ogień rozprzestrzeniał się pod ziemią, wykorzystując naturalne spękania skał i dawne korytarze kopalniane. W końcu władze uznały, że całkowite ugaszenie pożaru jest praktycznie niemożliwe albo wymagałoby gigantycznych nakładów finansowych bez gwarancji powodzenia. Szacuje się, że ogień może palić się jeszcze przez 200, a nawet 250 lat.
Polecany artykuł:
Zapadliska i ewakuacja mieszkańców
Z czasem skutki pożaru stały się coraz bardziej widoczne na powierzchni. Ulice zaczęły pękać, ziemia zapadała się, a z licznych szczelin wydobywał się dym. Jednym z przełomowych momentów był wypadek z 1981 roku, gdy 12-letni chłopiec wpadł do nagle powstałego zapadliska, z którego unosił się gorący gaz. Przeżył tylko dzięki szybkiej reakcji bliskich.
W latach 80. władze stanowe i federalne rozpoczęły program wykupu nieruchomości i ewakuacji mieszkańców. Uznano, że dalsze życie w mieście staje się zbyt niebezpieczne. W ciągu kilkunastu lat większość domów została wyburzona, a infrastruktura zdemontowana.
