Były komendant przed sądem. Poważne zarzuty i zaskakująca linia obrony

2026-03-19 15:55

W słupskim sądzie wystartował głośny proces 56-letniego Andrzeja K. Oskarżony to dawny szef jednostki w Sławnie. Śledczy postawili mu zarzuty związane z mobbingiem oraz nadużywaniem stanowiska. Mężczyzna kategorycznie zaprzecza oskarżeniom, podczas gdy jego adwokaci domagają się znacznie szerszego spojrzenia na całą sprawę.

Były komendant ze Sławna oskarżony o mobbing i ukrywanie ważnych akt

Śledczy z Gorzowa Wielkopolskiego ustalili, że Andrzej K. na stanowisku komendanta w latach 2020-2023 regularnie łamał prawa podwładnych. Dotyczyło to zarówno cywilów, jak i samych funkcjonariuszy. Lista zarzucanych mu przewinień obejmuje:

  • bezpodstawne krytykowanie,
  • kwestionowanie umiejętności zawodowych,
  • poniżanie oraz wyśmiewanie,
  • blokowanie szans na rozwój i edukację.

Akt oskarżenia obejmuje też pięć przypadków rażących zaniedbań. Oskarżony miał zatajać informacje o przestępstwach swoich ludzi, chować oficjalne pisma i ignorować problemy z systemem kamer w celach dla osób zatrzymanych.

Podczas trwającego posiedzenia 56-latek konsekwentnie odmawiał składania jakichkolwiek wyjaśnień w tej sprawie.

Andrzej K. pojawił się w sądzie z trzema obrońcami

Dawny przełożony sławieńskich policjantów zjawił się w gmachu w asyście trzech prawników. Na pierwszej rozprawie nie pojawił się żaden z kilkunastu poszkodowanych, którzy złożą swoje zeznania w późniejszym czasie.

Akt oskarżenia zaprezentowała zdalnie prokurator Joanna Drohomirecka-Lesiewicz. Adwokaci 56-latka natychmiast zasypali sąd wnioskami dowodowymi, żądając wezwania kolejnych świadków, czemu stanowczo sprzeciwiła się oskarżycielka.

– Sprzeciwiam się. Te wnioski nie zostały przedstawione w toku postępowania przygotowawczego – podkreśliła prokurator.

Prowadzący sprawę sędzia zapowiedział rozpatrzenie tych postulatów podczas planowanej przerwy.

Obrona byłego komendanta sugeruje zmowę pokrzywdzonych

Najwięcej emocji wzbudziło żądanie adwokatów dotyczące zbadania zabezpieczonego telefonu komórkowego należącego do jednej z ofiar.

Mecenas Grzegorz Wołek argumentował, że pamięć sprzętu może ukrywać wiadomości dowodzące, iż poszkodowani utworzyli tajną grupę w celu ustalenia wspólnej wersji wydarzeń.

– Nie wiemy, czy ona tam jest, ale gdyby sąd ściągnął kartę i się z nią zapoznał, mogłoby to mieć znaczenie dla przesłuchania pokrzywdzonych – mówił mecenas.

Obrońcy Andrzeja K. twierdzą, że załoga stała murem za szefem

Kiedy rozprawa dobiegła końca, prawnicy 56-latka głośno przekonywali, że prokuratorska wersja wydarzeń mija się z prawdą i jest bardzo jednostronna.

– 120 na 140 zatrudnionych w jednostce popiera komendanta i apelowało o wszechstronne zbadanie sprawy. Naszym zdaniem to nie nastąpiło – mówili.

Reprezentujący byłego szefa jednostki zażądali wysłuchania całej załogi pracującej w budynku, a nie wyłącznie grupy wytypowanej wcześniej przez śledczych.

– De facto to te osoby naruszyły prawa pracownicze, bo nie przestrzegały hierarchii w policji – twierdzili.

Co grozi byłemu komendantowi policji w Sławnie?

Przedstawiciel wymiaru sprawiedliwości wyznaczył kolejne spotkania na sali sądowej, które odbędą się w marcu oraz kwietniu.

Jeśli wszystkie zarzuty się potwierdzą, oskarżonemu oficerowi grozi nawet dekada za kratkami.

Warto przypomnieć, że oskarżony rozpoczął służbę w policji w 1991 roku. Stanowisko głównego szefa komendy w Sławnie objął w 2019 roku i piastował je nieprzerwanie przez pięć kolejnych lat.

Wyłudzili majątek podając się za komendanta policji
Sonda
Czy masz zaufanie do polskiej policji?