Najgroźniejszy polski seryjny zabójca mieszkał na Pomorzu. Za dnia "Skorpion" udawał idealnego ojca rodziny

2026-03-24 13:30

Był jednym z ostatnich skazanych, wobec których w Polsce wykonano wyrok śmierci. Funkcjonariusze nadali mu pseudonim „Skorpion”, ponieważ atakował swoje ofiary z zaskoczenia. W latach 1975–1983 napadł z użyciem młotka na 20 kobiet w Gdańsku i jego okolicach, z czego dziewięć zginęło. Paweł Tuchlin uchodził za jednego z najniebezpieczniejszych seryjnych morderców w kraju.

Polski Ed Gein uchodził za przykładnego ojca i męża. To najgroźniejszy seryjny zabójca w czasach PRL

i

Autor: archiwum policji/ Materiały prasowe

Seryjni zabójcy fascynują widzów. Kto należał do najgroźniejszych w Polsce?

Popularna platforma streamingowa Netflix od dłuższego czasu pracuje nad kolejnym, czwartym sezonem mrocznej antologii „Potwory”. Ogromne zainteresowanie tą serią pokazuje, że widzowie — również w Polsce — nie tracą ciekawości wobec historii seryjnych morderców. Jak pokazują produkcje Ryana Murphy’ego, biografie takich postaci jak Ed Gein czy Jeffrey Dahmer często naznaczone były trudnym dzieciństwem, skomplikowanymi relacjami rodzinnymi i traumami, które mogły wpływać na ich późniejsze zachowania. Nie jest to jednak reguła.

Niestety podobne historie miały miejsce także w Polsce. W czasach PRL działał jeden z najgroźniejszych seryjnych zabójców — pochodzący z Pomorza Paweł Tuchlin, znany jako „Skorpion”.

„Skorpion” siał grozę na Pomorzu. Atakował młotkiem

Tuchlin nie znał granic. Jak podkreślał Adrian Wrocławski, autor książki poświęconej tej sprawie, suma jego przestępstw sprawia, że można uznać go za jednego z najbardziej niebezpiecznych przestępców w Polsce. Napadał niespodziewanie, uderzał kobiety młotkiem, a następnie dopuszczał się wobec nich czynów seksualnych. Zabił dziewięć kobiet, a jedenaście kolejnych — choć przeżyło — zostało trwale okaleczonych. Działał głównie na Pomorzu, m.in. w rejonie Gdańska, Starogardu Gdańskiego, Skarszew i Tczewa, ale także na terenach ówczesnych województw elbląskiego i bydgoskiego. Jego ofiary miały od 18 do 35 lat.

Tuchlin pochodził ze wsi Góra niedaleko Starogardu Gdańskiego. Dorastał w trudnych warunkach — doświadczał przemocy ze strony ojca i odrzucenia ze strony otoczenia. Problemy nie zniknęły w dorosłości. Nie radził sobie w relacjach, został zwolniony z wojska, a po przeprowadzce do Gdańska podejmował się dorywczych prac. Założył rodzinę, która jednak szybko się rozpadła. Po rozwodzie jego zachowanie zaczęło budzić coraz większy niepokój.

Danuta Ch. — pierwsza ofiara „Skorpiona” przeżyła atak

Początkowo Tuchlin ograniczał się do ekshibicjonizmu, jednak z czasem to przestało mu wystarczać. W październiku 1975 roku dokonał pierwszego ataku — w okolicach przystanku Gdańsk-Orunia napadł na Danutę Ch., uderzając ją młotkiem i próbując ją rozebrać. Kobieta przeżyła, ale doznała poważnych obrażeń.

Po tym zdarzeniu sprawca szybko dopuścił się kolejnych napaści. Jego ofiary odnosiły ciężkie obrażenia, jednak wiele z nich przeżyło — często dzięki przypadkowi lub spłoszeniu napastnika.

W tym czasie Tuchlin okradał napadane kobiety, zabierając zarówno cenne przedmioty, jak i elementy garderoby, które traktował jak trofea. Część z nich zatrzymywał, inne przekazywał swojej drugiej żonie. Później stały się one ważnym materiałem dowodowym.

Lata 1979–1980: kulminacja zbrodni „Skorpiona”

W latach 1976–1979 odbywał karę więzienia za kradzieże. Nikt nie podejrzewał, że odpowiada za brutalne ataki na kobiety. Po wyjściu na wolność wrócił do przestępczej działalności — jeszcze bardziej brutalnej.

W listopadzie 1979 roku zaatakował pielęgniarkę, którą wcześniej śledził. Uderzył ją młotkiem i zaciągnął na pole. Choć na miejscu zgubił narzędzie z zakładu pracy, śledczym nie udało się wówczas powiązać go ze sprawą.

W ciągu kolejnego roku zamordował sześć kobiet, działając coraz pewniej i bardziej metodycznie. Jedną z ofiar była pracownica Centrali Rybnej — początkowo podejrzenia padły na jej męża, który sam przyznał się do zbrodni, jednak śledztwo wykazało jego niewinność.

Potrącenie i porzucony samochód. Ostatnie miesiące wolności

Z czasem Tuchlin stawał się coraz bardziej zuchwały — atakował także w ciągu dnia, przestając dbać o ostrożność. Jednocześnie prowadził pozornie normalne życie — ożenił się ponownie, miał dziecko i mieszkał w rodzinnej miejscowości. Równolegle dopuszczał się kolejnych kradzieży i zbrodni.

Łącznie dokonał jeszcze dziesięciu napaści — trzy zakończyły się śmiercią ofiar, siedem kobiet przeżyło. W marcu 1983 roku potrącił jedną z nich samochodem, a następnie zaatakował młotkiem i wywiózł do lasu. Uciekając, porzucił auto, które ugrzęzło w błocie.

W tym czasie milicja była już blisko jego ujęcia. Powołano specjalny zespół śledczy i nadano sprawie kryptonim „Skorpion”. Choć władze PRL nie informowały o sprawie oficjalnie, w regionie narastał strach, a mieszkańcy unikali wychodzenia po zmroku.

„Skorpion” zatrzymany. Przyznał się do zbrodni

Śledczy analizowali ślady biologiczne, odciski butów oraz portrety pamięciowe sprawcy. Przełom nastąpił 31 maja 1983 roku, gdy funkcjonariusze weszli do domu Tuchlina w Górze. Znalezione tam przedmioty należące do ofiar jednoznacznie go obciążyły. Po kilku godzinach przesłuchania przyznał się do zbrodni.

W 1987 roku wykonano na nim wyrok śmierci w areszcie przy ul. Kurkowej. Egzekucja ta była jedną z ostatnich w historii Polski. 

Poranna rozmowa VOX FM | SONIK | 2026 03 24
Rz czy ż? Ó czy u? To największe pułapki w polskiej ortografii
Pytanie 1 z 25
Pióro czy piuro?