Tomasz K. nie mógł pogodzić się z rozstaniem. Wszedł do salonu kosmetycznego i zabił żonę młotkiem

2026-06-29 11:20

Sąd Apelacyjny w Gdańsku zmienił wyrok w sprawie Tomasza K. Mężczyzna, który brutalnie zamordował swoją żonę, a jej ciało pozostawił w samochodzie na torach w Mezowie (woj. pomorskie), spędzi za kratami resztę swoich dni. Wcześniej skazano go na 26 lat więzienia.

  • Decyzją gdańskiego Sądu Apelacyjnego Tomasz K. został skazany na dożywotnie pozbawienie wolności.
  • Sąd pierwszej instancji wymierzył mu wcześniej karę 26 lat więzienia.
  • Zgodnie z ustaleniami prokuratury, sprawca zabił 31-letnią żonę, zadając jej 11 ciosów trzonkiem młotka.
  • Aby ukryć zbrodnię, włożył zwłoki do auta, a następnie zainscenizował śmiertelny wypadek na torowisku w miejscowości Mezowo.

W poniedziałek (29 czerwca) przed Sądem Apelacyjnym w Gdańsku zapadł prawomocny wyrok w procesie Tomasza K. Mężczyzna był wcześniej skazany na 26 lat pozbawienia wolności za zamordowanie na Kaszubach 31-letniej żony Jolanty. Prokuratura oraz bliscy ofiary domagali się dla sprawcy kary dożywocia.

Sąd uznał, że oskarżony działał z premedytacją i orzekł wobec niego najsurowszy wymiar kary. Wymiar sprawiedliwości nie dopatrzył się żadnych okoliczności łagodzących, mimo że skazany częściowo przyznał się do winy. Podczas odczytywania wyroku Tomasza K. nie było na sali rozpraw.

Tomasz K. był sądzony za zbrodnię popełnioną 10 stycznia 2024 roku. Tego dnia późnym wieczorem na przejeździe w Mezowie (Kaszuby) pociąg jadący na trasie Kartuzy–Gdańsk Wrzeszcz uderzył w stojący na torowisku samochód marki Skoda Fabia. Za kierownicą pojazdu odnaleziono zwłoki 31-letniej Jolanty K. Z początku podejrzewano, że doszło do tragicznego w skutkach wypadku. Śledczy szybko jednak zauważyli nieścisłości. Odkryto ślady krwi w bagażniku samochodu, a także w salonie kosmetycznym należącym do ofiary. Zebrane nagrania z monitoringu i dowody biologiczne potwierdziły, że kobieta została zamordowana wcześniej, a umieszczenie jej w aucie na przejeździe kolejowym miało jedynie służyć zatarciu śladów zbrodni.

Jak ustalono w trakcie śledztwa, Tomasz K. pojawił się w salonie kosmetycznym żony i zaatakował ją trzonkiem młotka, zadając 11 ciosów, które doprowadziły do jej śmierci. Następnie sprawca przeniósł zwłoki do samochodu, po czym udał się na przejazd kolejowy w Mezowie. Tam posadził ciało kobiety na miejscu kierowcy, mając nadzieję, że uderzenie pociągu sprawi, iż zdarzenie zostanie uznane za wypadek. Po aresztowaniu przyznał się do dokonania zabójstwa. Jak podają biegli, w chwili popełniania zbrodni mężczyzna był poczytalny, a jego czyny zostały precyzyjnie zaplanowane.

W grudniu zeszłego roku Sąd Okręgowy w Gdańsku skazał Tomasza K. na łączną karę 26 lat więzienia za morderstwo, zniszczenie mienia oraz sprowadzenie katastrofy w ruchu lądowym. Jak podkreślił wówczas sędzia, zbrodnia była zaplanowana, ponieważ nikt nie zabiera młotka na rozmowę. Mężczyzna przyznał się do zabójstwa zarówno w toku śledztwa, jak i przed sądem pierwszej instancji, jednak próbował umniejszać swoją odpowiedzialność. Skazany został również zobowiązany do wypłacenia zadośćuczynienia rodzinie zmarłej Jolanty K. – po 150 tysięcy złotych dla Danuty i Jerzego B. oraz po 100 tysięcy złotych dla Beaty, Kacpra, Jacka i Marka B.

Motywem zbrodni był rozpad małżeństwa, którego Tomasz K. nie potrafił zaakceptować.

Pokój Zbrodni: Mąż upozorował wypadek żony. Zazdrość pchnęła go do zbrodni
Sonda
Czy dożywocie to odpowiednia kara za zabójstwo?