Spis treści
Na co dzień rzadko zastanawiamy się nad tym, gdzie i jak przyjdzie nam umrzeć. Martwimy się raczej o spóźniony autobus, korki na drodze do pracy czy pogodę, która znów pokrzyżuje plany na weekend. Tymczasem na świecie istnieją miejsca, w których śmierć przestaje być wyłącznie sprawą biologii, a zaczyna podlegać administracyjnym procedurom. Są osady, gdzie nie wolno grzebać zmarłych, gdzie cmentarze od dziesięcioleci pozostają zamknięte, a ciężko chorzy muszą opuścić swoje domy, zanim nadejdzie ich ostatni dzień. Takim miejscem jest Longyearbyen - stolica Svalbardu, prowincji norweskiej.
Polecany artykuł:
Longyearbyen - miasto, w którym nie można umrzeć
Longyearbyen to największa osada na arktycznym archipelagu Svalbard w Norwegii, uznawana za jedno z najbardziej ekstremalnych zamieszkałych miejsc na świecie. To piękne miasto pełne kolorowych domków, uniwersytetu, sklepów i galerii, ale jego ziemia nigdy się nie rozmraża. Pod powierzchnią przez cały rok trwa wieczna zmarzlina. Co ciekawe, to właśnie z tego względu ludzie nie mogą tam umierać. Co ma jedno wspólnego z drugim?
Dalsza część artykułu znajduje się pod galerią.
Longyearbyen [ZDJĘCIA]
Dlaczego w Longyearbyen nie wolno umierać?
W Longyearbyen nie wolno umierać w sensie praktycznym, ponieważ panująca tam wieczna zmarzlina sprawia, że ciała zmarłych nie ulegają naturalnemu rozkładowi. Ziemia przez cały rok pozostaje zamarznięta, dlatego tradycyjne pochówki są niemożliwe, a dawne groby zachowały ciała w niemal nienaruszonym stanie nawet po kilkudziesięciu latach.
Z tego powodu już ponad 70 lat temu zamknięto miejscowy cmentarz i wprowadzono zasadę, że osoby ciężko chore oraz w podeszłym wieku są wcześniej transportowane na kontynent, aby tam mogły otrzymać opiekę i tam też zostać pochowane lub skremowane. Co ważne, nie istnieje formalny zakaz śmierci, ale lokalne przepisy i praktyka sprawiają, że nie dopuszcza się do tego, by ludzie umierali na miejscu, bo nie ma możliwości ich pochówku.