Spis treści
- Od dobrze zabezpieczonego śladu do przełomu po latach
- Odwaga prokuratora i powrót Archiwum X do sprawy
- Jak działa genealogia genetyczna? „To nie jest skomplikowane”
- Genealogia nie jest dowodem. Dowód dały klasyczne badania DNA
- Ważne sprostowanie: organy ścigania nie mają dostępu do wszystkich baz DNA
- Wszystkie elementy musiały zadziałać jednocześnie
- Co dalej z Michałem S.?
Od dobrze zabezpieczonego śladu do przełomu po latach
Do zbrodni doszło 23 sierpnia 2011 roku. 13-letnia Iza Strzałkowska z Gdyni zaprosiła do domu koleżankę ze szkoły. Po godz. 19:00 odprowadziła ją na przystanek autobusowy i zniknęła bez śladu. Jej ciało odnaleziono zaledwie kilkaset metrów od miejsca zamieszkania, w pobliżu leśnej ścieżki. Półnaga nastolatka została uduszona. Pomimo prowadzonego śledztwa, sprawcy nie udało się ustalić.
Jak podkreśla w rozmowie z Radiem ESKA Marta Sobota, to właśnie na miejscu zbrodni funkcjonariusze zabezpieczyli materiał biologiczny, który po półtorej dekady pozwolił rozwiązać tajemnicę śmierci Izy.
– Wszystko zaczęło się 15 lat temu na miejscu zbrodni. Od funkcjonariuszy, którzy zabezpieczyli materiał biologiczny z taką starannością, że nadawał się do analizy nawet po tylu latach. Dobrze wykonana praca w 2011 roku – mówi ekspertka.
Kluczowe było również wieloletnie, prawidłowe przechowywanie próbki. Zajmował się tym zespół prof. Pawłowskiego z Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego.
– Próbka DNA to coś delikatnego, co degraduje z czasem. Trzeba wiedzieć, w jaki sposób zabezpieczyć ją na lata, by nie straciła wartości dowodowej – wyjaśnia Sobota.
Odwaga prokuratora i powrót Archiwum X do sprawy
Przełom nastąpił dopiero wtedy, gdy prokurator dr Michał Gabriel Węglowski zdecydował się sięgnąć po metodę, która w Polsce nie była wcześniej stosowana.
– Do tego doszła odwaga prokuratora, który zdecydował się sięgnąć po tę nowatorską metodę – podkreśla genealog.
W sprawę ponownie zaangażowali się policjanci z gdańskiego Archiwum X – wydziału zajmującego się nierozwiązanymi sprawami, w których klasyczne tropy zawiodły. To oni przez lata wracali do akt i ściśle współpracowali z zespołem biegłych.
Jak działa genealogia genetyczna? „To nie jest skomplikowane”
Metoda, która doprowadziła do zatrzymania Michała S., polega na analizie powiązań rodzinnych osób, które dobrowolnie udostępniły swoje DNA w genealogicznych bazach.
– Proszę sobie wyobrazić, że macie profil DNA nieznanego sprawcy, ale nie ma go w żadnej policyjnej bazie. Za to macie dostęp do dwóch genealogicznych baz DNA, w których ludzie sprawdzają swoje pochodzenie – tłumaczy Sobota.
W tych bazach znaleziono dwie osoby spokrewnione ze sprawcą w 5–6 pokoleniu. To wystarczyło, by zacząć budować gigantyczne drzewo genealogiczne.
– W sprawie Izy Strzałkowskiej to drzewo urosło do prawie 10 tysięcy osób. 10 tysięcy dat, powiązań rodzinnych, żeby dojść do jednego konkretnego człowieka – mówi ekspertka.
Śledczy schodzili „w dół” drzewa, analizując potomków wspólnych przodków i szukając miejsc, w których linie genealogiczne się łączą. Tak zawężono krąg do osób, które w danym miejscu i czasie mogły zostawić ślad DNA.
Genealogia nie jest dowodem. Dowód dały klasyczne badania DNA
Marta Sobota podkreśla, że genealogia genetyczna nie wskazuje winnego, a jedynie naprowadza na właściwy trop.
– Genealogia genetyczna nie jest dowodem. Jest jedynie wskazówką – zaznacza.
Dopiero klasyczne, akredytowane badania DNA – wykonane w dwóch niezależnych laboratoriach – potwierdziły pełną zgodność profilu Michała S. z materiałem zabezpieczonym na ciele Izy w 2011 roku.
Ważne sprostowanie: organy ścigania nie mają dostępu do wszystkich baz DNA
W przestrzeni medialnej pojawiło się wiele nieścisłości dotyczących dostępu służb do genealogicznych baz danych. Sobota wyjaśnia:
– Organy ścigania nie mają dostępu do wszystkich genealogicznych baz DNA. Dostęp, i to ograniczony, istnieje tylko do dwóch baz: FamilyTreeDNA i GEDmatch. I tylko do profili osób, które świadomie wyraziły zgodę na porównywanie ich DNA w sprawach kryminalnych.
Co ważne, śledczy nie poznają nazwisk krewnych.
– Do analizy potrzebna jest tylko informacja, ile dana osoba dzieli z nieznanym sprawcą. To jest tylko liczba, nic więcej. Te osoby pozostają całkowicie anonimowe – dodaje.
Wszystkie elementy musiały zadziałać jednocześnie
Ekspertka podsumowuje, że sukces śledztwa był możliwy tylko dlatego, że przez 15 lat każdy etap został wykonany bezbłędnie.
– Ta sprawa pokazała, że dobrze zabezpieczony ślad, lata cierpliwego przechowywania próbki, otwartość na nowe technologie, anonimowi krewni i współpraca policji z zespołem biegłych musiały zadziałać razem, by udało się ten przełom osiągnąć – mówi Sobota.
Co dalej z Michałem S.?
Ostateczne zatrzymanie Michała S. było zaskakująco zwyczajne. Policjanci pojawili się pod jego domem o świcie, gdy wychodził wyrzucić śmieci. 37‑latek nie próbował uciekać ani stawiać oporu. Mieszkał zaledwie kilkaset metrów od miejsca, w którym w 2011 roku zginęła Iza. Nastolatka została zaatakowana, gdy wracała do domu po spotkaniu z koleżanką — do pokonania miała już tylko około 300 metrów. Według ustaleń śledczych napastnik próbował ją wykorzystać, a gdy stawiła opór, udusił ją, pozostawiając na jej ciele liczne obrażenia świadczące o rozpaczliwej walce.
Po zatrzymaniu Michała S. pobrano od niego próbkę DNA, a dwie niezależne analizy potwierdziły pełną zgodność z profilem sprawcy. Jak przekazała prokuratura, mężczyzna przyznał się do zabójstwa, choć odmówił składania wyjaśnień. Teraz czeka na dalsze decyzje śledczych oraz wyniki badań psychiatrycznych, które mają ustalić, w jakim stanie psychicznym był w chwili popełnienia zbrodni.