- Mateusz G. przyznał się do zabójstwa 75-letniego Kazimierza M. i miał przyznać, że planował zbrodnię od kilku miesięcy.
- Według śledczych zwabił taksówkarza na leśny parking, gdzie zaatakował go nożem, a następnie uciekł autem ofiary.
- Podczas doprowadzenia do sądu 27-latek śmiał się i przeklinał. Za zabójstwo grozi mu nawet kara dożywotniego pozbawienia wolności.
Prokuratura: zbrodnia była zaplanowana
Kazimierz M. miał 75 lat i był jednym z zaledwie dwóch taksówkarzy pracujących w Czersku. Dorabiał do emerytury, wykonując kursy dla mieszkańców. Jeden z nich okazał się tragiczny. O dokonanie zabójstwa podejrzany jest 27-letni Mateusz G. Z ustaleń śledczych wynika, że nie działał impulsywnie.
- Przesłuchany w charakterze podejrzanego Mateusz G. przyznał się do zabójstwa taksówkarza. Wyjaśnił, że planował to od kilku miesięcy - powiedział prokurator rejonowy w Chojnicach Mirosław Orłowski. 12 czerwca mężczyzna miał zabrać z domu nóż, a następnie zamówić kurs właśnie u Kazimierza M., którego znał od dłuższego czasu. - Mateusz G. znał pokrzywdzonego, wcześniej korzystał z jego usług - podkreślił prokurator.
Śmiertelny atak na leśnym parkingu
W trakcie kursu pasażer miał polecić kierowcy zjechać na leśny parking w okolicach Rytla. Tam doszło do ataku. Według śledczych pierwszy cios został zadany w okolice szyi. Mimo obrażeń taksówkarz zdołał wydostać się z samochodu, jednak napastnik ruszył za nim i zadał kolejne ciosy.
Po wszystkim podejrzany odjechał mercedesem należącym do ofiary. Ucieczka nie trwała jednak długo. Samochód został porzucony po przejechaniu zaledwie kilkuset metrów. Następnie sprawca miał wyrzucić nóż i ukryć się w lesie. Narzędzia zbrodni do dziś nie udało się odnaleźć. Później Mateusz G. dotarł do Gdańska. Po drodze pozbył się zakrwawionej odzieży, kupił alkohol i próbował zatrzeć ślady. Został zatrzymany następnego dnia.
Skandaliczne zachowanie przed sądem
Oburzenie wywołało nie tylko samo zabójstwo, ale również zachowanie podejrzanego podczas doprowadzenia na posiedzenie aresztowe. 27-latek śmiał się na korytarzu sądowym, a pytany przez dziennikarzy o motywy swojego działania odpowiadał wulgarnie. Ze względu na jego zachowanie funkcjonariusze zachowywali szczególną ostrożność podczas konwoju.
Twierdzi, że miał inny motyw
Mateusz G. nie zgadza się z wersją, według której motywem zbrodni miała być kradzież samochodu. Jak przekazała prokuratura, utrzymuje, że działał z powodu wydarzeń z przeszłości. Według jego relacji chciał ukarać taksówkarza za rzekome skrzywdzenie znajomej kobiety. Mężczyzna twierdzi, że usłyszał od niej o sytuacji sprzed lat, jednak nie przedstawił żadnych dowodów potwierdzających tę wersję. Śledczy weryfikują jego wyjaśnienia. Jeśli zarzuty się potwierdzą, 27-latkowi grozi jedna z najwyższych kar przewidzianych przez polskie prawo - nawet dożywotnie pozbawienie wolności.