Spis treści
Mundur w szafie, praca w sklepie. Sierżant Michał Czabrowski z Sopotu walczy o sprawiedliwość
Jeszcze niedawno jego mundur pozostawał w szafie, a on sam dorabiał w sklepie, by utrzymać rodzinę. Obecnie sierżant Michał Czabrowski wrócił do służby i nie musi już pracować dodatkowo jako dostawca.
Mimo powrotu do pracy, w środę, 1 kwietnia, przed sądem w Sopocie rozpoczął się jego proces. Policjant jest oskarżony o przekroczenie uprawnień podczas interwencji przeprowadzonej w 2024 roku.
„- Zobaczymy co będzie. Tak naprawdę to dopiero rozpoczęcie przewodu sądowego. Patrząc na zebrany cały materiał dowodowy, jestem naprawdę dobrej myśli. Spokojny - nie. To słowo jest nieadekwante do sytuacji. Na pewno jestem zdenerwowany, ale naprawdę jestem dobrej myśli. Myślę, że będzie dobrze” - mówił Michał Czabrowski dziennikarce Radia Eska.
Na korzystne rozstrzygnięcie liczy również jego obrońca, mecenas Bartosz Lewandowski.
„- Tak jak został uniewinniony w postępowaniu dyscyplinarnym, tak również niezrozumiałe jest dla mnie to, że został skierowany akt oskarżenia w takim stanie faktycznym” - zaznacza Bartosz Lewandowski, mecenas Michała Czabrowskiego.
Komendant Wojewódzki w Gdańsku oczyścił go z zarzutów, ale prokuratura nie odpuszcza
Choć proces rozpoczął się dopiero na początku kwietnia, Czabrowski już wcześniej został przywrócony do służby. W okresie zawieszenia zmuszony był jednak dorabiać w sklepie – zamiast rozpoczynać dzień od służby, rozwoził towar do punktów handlowych. Po postawieniu zarzutów przez prokuraturę został automatycznie odsunięty od pracy i otrzymywał jedynie połowę podstawowego wynagrodzenia, bez dodatków i nadgodzin. Tymczasem codzienne wydatki nie zmalały – musiał utrzymać rodzinę, opłacić mieszkanie i żłobek dla dwuletniej córki.
Do zdarzenia doszło w 2024 roku. Policjant działał na polecenie prokuratury i miał zatrzymać mężczyznę podejrzanego o uprowadzenie dziecka. Interwencja od początku była trudna – zatrzymywany nie wykonywał poleceń, był agresywny, zasłaniał się dzieckiem i sięgał po niebezpieczne przedmioty. W pobliżu znajdował się także duży nóż.
Funkcjonariusz miał wycelowany paralizator w stronę mężczyzny, jednak – jak twierdzi – nie zdecydował się go użyć. Gdy sytuacja się zaostrzała, a podejrzany nie oddalał się od noża, policjant użył gazu pieprzowego.
Kluczowy moment interwencji został zarejestrowany przez kamerę przy paralizatorze. Lekarz nie potwierdził obrażeń, o których mówił zatrzymany. Komendant Wojewódzki Policji w Gdańsku uniewinnił funkcjonariusza w postępowaniu dyscyplinarnym, jednak mimo to prokuratura skierowała sprawę do sądu, a policjant – zgodnie z procedurą – został zawieszony.