Lechia Gdańsk - Jagiellonia Białystok 3:0 (1:0) (Kapić 43', Cirković 81', 90+4')
Lechia Gdańsk: Paulsen - Wójtowicz (90+3 Kłudka), Diaczuk, Rodin, Vojtko - Kapić, Żelizko, Mena (74' Neugebauer), Cirković - Sezonienko (89' Wjunnyk), Bobcek
Jagiellonia Białystok: Abramowicz - Wojtuszek (61' Nahuel Leiva), Pelmard, Konstantopoulos, Wdowik (61' Montoia) - Romanczuk, Imaz, Mazurek (88' Sylla), Pozo, Szmyt - Pululu (72' Bazdar)
Sędzia: Piotr Lasyk
Porażka Jagiellonii Białystok. Lider Ekstraklasy rozbity w Gdańsku
Imponujący bilans dziewięćdziesięciu jeden goli zdobytych w dwudziestu trzech dotychczasowych starciach Lechii Gdańsk zwiastował wielkie emocje. Właśnie z tego powodu kibice z ogromną niecierpliwością czekali na kolejny występ drużyny prowadzonej przez Johna Carvera. Zespół ze stolicy Pomorza zyskał również sympatię wielu neutralnych fanów. Przyjazd aktualnego lidera tabeli miał gwarantować najwyższy poziom piłkarskich wrażeń. Zarówno szkoleniowiec gospodarzy, jak i trener gości Adrian Siemieniec posłali do gry swoich najlepszych zawodników.
Pierwsze minuty rywalizacji przyniosły przewagę Lechii. Tomas Bobcek nie wykorzystał świetnego podania od Camilo Meny, a niedługo potem sam Kolumbijczyk sprawdził czujność Sławomira Abramowicza. Z upływem czasu na trybunach zaczęło jednak wiać nudą. Zawodnicy obu ekip mieli wyraźne kłopoty ze stwarzaniem dogodnych szans strzeleckich, w czym z pewnością nie pomagała fatalnie przygotowana nawierzchnia boiska. W trzydziestej trzeciej minucie piłka po strzale Bobceka wpadła do bramki, jednak sędzia odgwizdał pozycję spaloną przy dośrodkowaniu. Prawdziwe emocje nadeszły dopiero w 43. minucie, kiedy to Rifet Kapić popisał się genialną akcją indywidualną. Kapitan gdańszczan ograł Pelmarda oraz Romanczuka i podcinką umieścił futbolówkę w siatce.
Zawodnicy z Trójmiasta udali się do szatni w świetnych humorach, natomiast białostoczanie stanęli przed poważnym problemem. Jesus Imaz w ogóle nie wyróżniał się na boisku, a Afimico Pululu ani razu nie zagroził bramce strzeżonej przez Alexa Paulsena. Napastnik gości został skutecznie zneutralizowany przez Diaczuka, któremu zaufał sztab szkoleniowy gospodarzy. Kibice oczekiwali, że po przerwie przyjezdni rzucą się do odrabiania strat, jednak rzeczywistość okazała się zupełnie inna.
W drugiej połowie zespół z Gdańska bez większych problemów dyktował warunki gry na murawie. Adrian Siemieniec zdecydował się w końcu na zdjęcie niemrawego Pululu, wpuszczając na boisko Sameda Bazdara. Ostatnie piętnaście minut meczu miejscowi musieli rozegrać bez kontuzjowanego Camilo Meny, który doznał urazu mięśniowego. To ogromny cios dla fanów drużyny dowodzonej przez Johna Carvera, ponieważ Kolumbijczyk jest jednym z kluczowych ogniw w kadrze. Chwilę po pojawieniu się na boisku Bazdar mógł doprowadzić do wyrównania. Po uderzeniu Nahuela Leivy piłkę odbił Paulsen, ale bramkarz gospodarzy błyskawicznie wstał z murawy i uprzedził nadbiegającego Bośniaka.
Kolejne trafienie dla miejscowych padło w 81. minucie rywalizacji. Diaczuk posłał fenomenalne długie podanie, a Aleksandar Cirković w pięknym stylu podciął piłkę nad bramkarzem rywali. Chociaż piłkarze z Białegostoku domagali się odgwizdania ofsajdu, powtórki pokazały, że sędziowie podjęli słuszną decyzję. Główny pretendent do zdobycia mistrzowskiego tytułu był całkowicie bezradny wobec świetnie grającej defensywy rywali. W doliczonym czasie gry szanse na gola kontaktowego mieli jeszcze rezerwowi Sylla oraz Nahuel Leiva, ale nie zdołali pokonać bramkarza. Gospodarze ustalili wynik spotkania w ostatnich sekundach. Wjunnyk świetnie wypatrzył Bobceka, a ten zamiast strzelać, obsłużył idealnym podaniem Cirkovicia. Skrzydłowy z bliska wpakował piłkę do pustej bramki.
Zespół z Podlasia po bardzo słabym występie wraca do domu bez punktów i musi liczyć na potknięcia Lecha Poznań oraz Zagłębia Lubin. Zwycięstwo nad liderem sprawia z kolei, że gdańszczanie znów mogą myśleć o włączeniu się do walki o udział w europejskich pucharach.
Zachęcamy do obejrzenia specjalnej galerii zdjęć z trybun. Fotorelację dokumentującą gorący doping podczas meczu obu zespołów przygotował Marcin Gadomski.