Zwłoki noworodka nad Jeziorem Klasztornym. Makabryczne ustalenia śledczych
Lucyna K. dorastała w małym, zbudowanym przez dziadków domu na pomorskiej wsi. Jej ojciec, 57-letni Franciszek, zarabiał na życie dorywczymi pracami budowlanymi i rolnymi, ale zmarł na zawał serca. Niedługo potem rodzina przeżyła kolejną tragedię, gdy odeszła starsza siostra dziewczyny, zmagająca się z cukrzycą i chorobą serca. Po wyprowadzce drugiej z sióstr Lucyna została sama pod opieką matki, a ich utrzymanie zależało od świadczeń z pomocy społecznej. Nastolatka kształciła się w zawodówce na kucharkę. Jak opowiadały jej koleżanki, prowadziła dość aktywne życie towarzyskie, często spotykając się z mężczyznami i bawiąc się na dyskotekach. Kiedy zaszła w pierwszą ciążę, znajomi zauważyli zmiany w jej wyglądzie – zaczęła nosić luźniejsze ubrania i przestała uczęszczać do szkoły.
Makabryczna prawda o działaniach 18-latki wyszła na jaw w lecie 2013 roku. W tym czasie kartuscy śledczy prowadzili dochodzenie w sprawie zwłok noworodka, które znaleziono w reklamówce nad Jeziorem Klasztornym. W gronie podejrzewanych osób znalazła się również Lucyna K. Początkowo dziewczyna zaprzeczała jakiemukolwiek powiązaniu z tym zdarzeniem, co potwierdzał ówczesny zastępca prokuratora rejonowego, zaznaczając, że kluczowe będą wyniki badań szczątków.
Czytaj także: Brutalnie pobili 36-latka i kobietę w centrum Bytowa. Mężczyzna nie żyje, 44-latka uniknęła śmierci
Przełom w sprawie nastąpił, gdy nastolatka nieoczekiwanie przyznała się do innych, szokujących czynów. Zeznała, że w latach 2011 i 2012 wydała na świat dwoje dzieci w lesie. Następnie umieszczała żywe, płaczące noworodki w reklamówkach i porzucała na niedostępnych, bagnistych terenach. Zastępca prokuratora poinformował wówczas, że we wskazanym przez nią miejscu rzeczywiście odnaleziono szczątki jednego dziecka. Ciała drugiego noworodka nie udało się zlokalizować, co rodziło przypuszczenia, że mogło zostać rozniesione przez dziką zwierzynę. Dodatkowo badania medyczne potwierdziły, że oskarżona z pewnością przeszła co najmniej jeden poród.
"Demon nią pokierował". Reakcja matki dzieciobójczyni
W toku dochodzenia Lucyna K. opisała szczegóły jednej ze zbrodni. W czerwcu 2011 roku, mając zaledwie 16 lat, udała się do okolicznego lasu, gdzie samodzielnie urodziła chłopca i przecięła pępowinę. Następnie zawinęła noworodka w reklamówkę i zostawiła na bagnistym terenie. W swoich zeznaniach przyznała z przerażającą szczerością, że dziecko w momencie porzucenia jeszcze żyło. Oddalając się z miejsca zdarzenia o własnych siłach, słyszała dobiegający z oddali cichy płacz malucha.
Organom ścigania udało się ustalić tożsamość ojców obu noworodków. Ojcem jednego z nich był rówieśnik Lucyny K., który podczas przesłuchania zdecydowanie zaprzeczył, jakoby miał jakąkolwiek wiedzę o ciąży 18-latki. Drugim mężczyzną miał być 43-letni mieszkaniec sąsiedniej wioski.
Małgorzata K., matka dzieciobójczyni, nie potrafiła pogodzić się z potwornymi czynami córki. W rozmowie z dziennikarzami sugerowała wręcz opętanie przez złe siły. Kobieta zapewniała, że wychowywała Lucynę zgodnie z zasadami wiary, pilnując, by przyjęła sakramenty i regularnie uczęszczała na niedzielne msze.
Prawda dotarła do matki dopiero w momencie aresztowania córki. Wtedy to nastolatka wyznała jej, że skrywała przed nią swoje działania. Małgorzata K. ze łzami w oczach mówiła, że Lucyna poniesie zasłużoną karę. Kobieta oskarżyła również ojców dzieci, twierdząc, że prawdopodobnie wiedzieli o ciążach, ale nie interesowali się losem jej córki i traktowali ją przedmiotowo.
Poczytalność i wyrok za zbrodnie na Pomorzu
Po serii badań psychiatrycznych biegli orzekli, że Lucyna K. była w pełni świadoma swoich czynów w momencie popełniania obu morderstw. W 2014 roku przed Sądem Okręgowym w Gdańsku ruszył proces dziewczyny, który toczył się za zamkniętymi drzwiami. Została ona oficjalnie oskarżona o odebranie życia dwójce swoich dzieci. Z uwagi na fakt, że zbrodni dokonała będąc osobą młodocianą, prawo przewidywało dla niej karę do 25 lat pozbawienia wolności. O taki wymiar sprawiedliwości wnioskował prokurator. Ostatecznie, we wrześniu tamtego roku, sąd skazał ją na 15 lat więzienia.