Spis treści
Wizje roku 2000 na XIX-wiecznych obrazach Jean-Marca Côté
Jeszcze sto lat temu nikt nie był w stanie przewidzieć, jak będzie wyglądał świat w 2026 roku. Nawet kilkadziesiąt lat temu wizje przyszłości były zupełnie inne. Widać to chociażby na ilustracjach francuskiego artysty Jean-Marca Côté’a z końca XIX wieku. Na jednej z nich przedstawiono policjanta wyposażonego w mechaniczne skrzydła, który kieruje ruchem w powietrzu. Nad miastem tworzy się coś na kształt korka — piloci osobowych, otwartych samolotów czekają na możliwość dalszego lotu. Tak właśnie artysta wyobrażał sobie rok 2000.
Na innym obrazie widzimy strażaków unoszących się w powietrzu dzięki mechanicznym skrzydłom, którzy gaszą pożar budynku. W tle można dostrzec pojazd przypominający statek, poruszający się ulicą. To kolejna wizja XXI wieku według artysty.
i
Nietrafione prognozy o latających taksówkach kontra słowa Margaret Sanger
Wyobrażenia ludzi sprzed lat o XXI wieku łączyły fascynację postępem technologicznym i automatyzacją. Szczególnie silnie obecna była wizja transportu w powietrzu — wyobrażano sobie osobiste skrzydła, latające taksówki, roboty wykonujące codzienne obowiązki czy zautomatyzowaną produkcję żywności.
Ich wizje bazowały na znanych im rozwiązaniach, ale przedstawianych w znacznie bardziej zaawansowanej — czasem wręcz przesadnie futurystycznej — formie. Jednocześnie takie wynalazki jak internet, Wi-Fi, komputery, smartfony czy platformy streamingowe były dla nich całkowicie nie do pomyślenia. Trudno było przewidzieć coś, co nie miało żadnego odpowiednika w ich rzeczywistości. Tymczasem to właśnie te technologie dziś dominują w naszym życiu — nie zaś mechaniczne skrzydła.
Niektórzy myśliciele sprzed wieku potrafili jednak trafnie przewidzieć pewne elementy współczesności. Jedną z nich była Margaret Sanger, działaczka na rzecz kontroli urodzeń, która jeszcze przed II wojną światową twierdziła, że w przyszłości związki będą szczęśliwsze, ponieważ „miesiąc miodowy” może trwać nawet kilka lat. Zakładała też, że pary będą miały więcej czasu na wzajemne poznanie się i przygotowanie do rodzicielstwa, co przełoży się na bardziej świadome decyzje o posiadaniu dzieci.
David Wark Griffith zapowiedział koniec gazet. Rewolucyjna wizja reżysera
Kolejnym przykładem trafnych prognoz były teorie Davida Warka Griffitha (1875–1948), amerykańskiego pioniera kina, reżysera i producenta. Na początku XX wieku zrewolucjonizował on kinematografię, wprowadzając nowe techniki montażu, zbliżeń i narracji filmowej. Zrealizował ponad 500 filmów, w tym m.in. kontrowersyjne „Narodziny narodu” (1915) oraz monumentalną „Nietolerancję” (1916).
Jego prognozy sprzed stu lat wydawały się wówczas zupełnie niewiarygodne. Ludziom łatwiej było uwierzyć w latające pojazdy czy inteligentne ubrania niż w zanik prasy drukowanej. A jednak to właśnie taki scenariusz przedstawiał Griffith, mówiąc o nim z pełnym przekonaniem.
Dla ówczesnych społeczeństw wizja świata bez gazet była wręcz absurdalna. Tymczasem Griffith twierdził, że przyszłość należy do ekranów, które zastąpią tradycyjną prasę. W tym kontekście warto przywołać artykuł z 15. numeru „Ilustrowanego Kuriera Codziennego” z 1922 roku. Jak czytamy:
- Pan Griffith - "król kinematografu", oświadczył: "Za sto lat książki i gazety nie będą się już drukować. Ukazywać się one będą na ekranie kinematograficznym. Edukacja odbywać się będzie przy pomocy ekranu. Istnieć będą wówczas szkoły-kina" - czytamy.
Twórca kinematografii przewidział erę e-booków i lekcje online
Trzeba przyznać, że w wielu aspektach Griffith miał rację. Choć książki wciąż są wydawane, coraz częściej korzystamy z ich cyfrowych odpowiedników — audiobooków czy czytników e-booków.
Również inne jego przewidywania znajdują dziś potwierdzenie. Prasa drukowana stopniowo zanika, a informacje czerpiemy głównie z internetu. Korzystamy z nich za pośrednictwem ekranów — najczęściej smartfonów, co potwierdzają także dane analityczne redakcji. To właśnie ekran stał się podstawowym medium.
Warto też zauważyć, że Griffith przewidział ideę edukacji zdalnej. Jego „szkoły-kina” można dziś porównać do lekcji online prowadzonych na platformach takich jak Teams czy Zoom. Choć nauczanie zdalne nie jest normą, bywa wykorzystywane w wielu sytuacjach.
Podczas pandemii COVID-19 było jedyną formą prowadzenia zajęć. Obecnie stosuje się je także w sytuacjach nadzwyczajnych — na przykład gdy szkoły są zamykane. W ostatnich latach zdarzało się to zimą, gdy placówki przechodziły na tryb zdalny z powodu problemów z ogrzewaniem i rosnących kosztów energii.