Paweł P. zacierał ślady po zaginięciu Iwony Wieczorek? Były analityk KGP podważa tę wersję

2026-09-03 14:07

Minęło już 16 lat od zaginięcia Iwony Wieczorek – sprawy, która do dziś pozostaje jedną z najgłośniejszych zagadek kryminalnych w Polsce. Marek Siewert, były analityk Komendy Głównej Policji, przez sześć lat pracował przy tym śledztwie, a teraz ponownie analizuje jego najbardziej tajemnicze wątki. Odnosi się m.in. do sytuacji Pawła P., znajomego Iwony, któremu w 2022 roku postawiono zarzuty dotyczące utrudniania postępowania, w tym usuwania śladów i dowodów oraz przekazywania nieprawdziwych informacji. Tłumaczy także, dlaczego w jego ocenie porwanie lub zabójstwo 19-latki nie mogło zostać wcześniej zaplanowane.

Krzywy Domek w Sopocie. Na miniaturze obok czarno-białe zdjęcie Iwony Wieczorek. O śledztwie pisze Eska Trójmiasto.
Autor: Radio Eska/archiwum, archiwum prywatne

Marek Siewert wskazuje głównego podejrzanego. To były chłopak Iwony Wieczorek

Marek Siewert przez pierwszych sześć lat śledztwa analizował sprawę zaginięcia Iwony Wieczorek. Były analityk Komendy Głównej Policji w latach 2010–2016 zapoznawał się ze zgromadzonym materiałem i brał udział w przesłuchaniach świadków. W rozmowie opublikowanej 10 sierpnia na kanale „W Cieniu Śledztwa Szostak” na YouTubie stwierdził, że zagadkę zniknięcia 19-latki można było rozwiązać w ciągu pół roku. Według niego przeszkodziły w tym m.in. błędy i zaniechania z początkowego etapu śledztwa, a także częste zmiany prowadzących i przekazywanie postępowania kolejnym osobom.

Siewert za „podejrzanego numer jeden” uważa byłego partnera Iwony, Patryka G. W jego ocenie wydarzenia związane z mężczyzną wpłynęły na zachowanie 19-latki, która wcześniej opuściła Dream Club i postanowiła pokonać pieszo około 6 km dzielących ją od domu. Nigdy jednak do niego nie dotarła. Z materiału procesowego wynika, że około godz. 1:00 Iwona dostała SMS-a od koleżanki, która przebywała w klubie Banana Beach przy sopockim deptaku. Dowiedziała się od niej, że jej były chłopak Patryk bawi się tam z dziewczynami. Zdaniem Siewerta właśnie wtedy zachowanie 19-latki zaczęło się zmieniać. Ekspert wskazywał też na – w jego ocenie – nietypowy przebieg przesłuchania Patryka G. Twierdzi również, że przyłapał go na kłamstwach.

- Jego mimika, mięśnie twarzy oraz mięśnie dłoni – był tak spięty na fotelu, że wydawało mi się, że za chwilę połamie rękojeść tego fotela. Tak był zdenerwowany. Aczkolwiek był przygotowany do odpowiedzi na pytania, które miałem mu zadać. Ja od razu wyczułem, że do tego czwartego przesłuchania, w którym uczestniczyłem, był już w jakiś sposób przygotowany. I ktoś go do tego przygotował. (…) Jest to osoba number one. To jest osoba dla mnie podejrzana. Uważam, że osoba, która kłamie, robi to albo dlatego, że bardzo się czegoś boi, albo chce coś ukryć – tłumaczył Marek Siewert.

Zarzuty dla Pawła P. w sprawie Iwony Wieczorek. Ekspert KGP nie ma złudzeń

W najnowszej rozmowie z dziennikarką i prezes Fundacji Na Tropie im. Janusza Szostaka, Aldoną Błaszczyk-Szostak, Siewert powrócił do kolejnych wątków, które od lat wywołują zainteresowanie opinii publicznej. Skomentował również zarzuty wobec Pawła P. – jedynej osoby, która usłyszała je w związku ze sprawą zaginięcia Iwony Wieczorek.

W 2022 roku Paweł P. usłyszał zarzut utrudniania śledztwa. Dotyczył on „utrudniania postępowania karnego poprzez usuwanie śladów i dowodów, zacieranie śladów przestępstwa, a także podawanie nieprawdziwych informacji w sprawie dotyczącej Iwony Wieczorek”. W mediach pojawiły się wówczas informacje o możliwym „przełomie”, który mógł przybliżyć śledczych do rozwiązania zagadki zniknięcia 19-latki. Tak się jednak nie stało. Marek Siewert przedstawił swoją ocenę tej sytuacji.

- Znaleziono u niego niewielkie ilości środka odurzającego, bodajże marihuany. Ja w takim wypadku radziłbym udać się na jakiś uniwersytet i zobaczyć, co studenci mają w pokojach czy szufladach. Wydaje mi się, że takich torebek znaleziono by tam znacznie więcej. A jeżeli przedstawiono mu zarzuty dotyczące jakichś nieprawidłowości gospodarczych, to jeśli ktoś myśli, że na tej podstawie zmusi go do złożenia zeznań albo przekazania wiedzy, której do tej pory nie ujawnił, to się pomylił – skomentował Marek Siewert.

Trudno mówić o zacieraniu śladów. Marek Siewert o wejściu do mieszkania Iwony Wieczorek

Siewert odniósł się także do kolejnego zarzutu związanego z rzekomym utrudnianiem postępowania dotyczącego zaginięcia Iwony Wieczorek.

- Jeśli chodzi o rzekome utrudnianie postępowania poprzez wejście do mieszkania mamy i ojczyma Iwony (i usuwanie dowodów i śladów – red.), to jeżeli mama Iwony Wieczorek rano wstała około godziny piątej i udała się na godzinę ósmą do pracy, wniosek jest taki, że do godziny ósmej była w domu. Następnie ojczym Iwony około godziny dziesiątej–jedenastej poszedł na pogrzeb księdza Jankowskiego. Zatem do godziny jedenastej Paweł nie miał możliwości nieuprawnionego wejścia do mieszkania rodziców zaginionej. A już po godzinie jedenastej przebywał w grupie osób, która poszukiwała Iwony w różnych miejscach. Pytanie brzmi: kiedy miałoby dojść do tego nieuprawnionego wejścia do mieszkania i jaki miałby być jego cel? Czego miałby tam szukać? Co miałby wykasowywać z komputera? Po co? – tłumaczył analityk policyjny.

Były analityk wskazywał już wcześniej, że w jego ocenie zabójstwa Iwony Wieczorek nie można było zaplanować z wyprzedzeniem.

- Ta dziewczyna tak naprawdę nie wiedziała jak spędzi wieczór. Czy chce iść do Parku Reagana na urodziny do Krzysztofa. Gdyby tam poszła, to rozeszłaby się ze wszystkimi gośćmi do domu. Pewnie by żyła. Ale poszła tam, gdzie poszła, czyli do Dream Clubu. Też nikt nie mógł przewidzieć, jak w tym Dream Clubie ona się zachowa. To, że złapała focha i powiedziała, że idzie na piechotę. A może złapałaby focha i powiedziała: „Nie, ja jadę z koleżanką taksówką do domu”. A może powiedziałaby: „Nie, ja nie pojadę taksówką, tylko poczekam i pojadę do domu z chłopakami”. Nikt nie mógł przewidzieć, jakie będzie zachowanie tej dziewczyny w tym krytycznym czasie. W związku z tym, jak ktoś mógłby zaplanować jej porwanie czy zabójstwo? – tłumaczył.

Paweł P. odpowiada z wolnej stopy. Prokuratura wciąż nie złożyła aktu oskarżenia

Przypomnijmy, że pod koniec ubiegłego roku wobec Pawła P. uchylono zastosowane wcześniej środki zapobiegawcze. Zniesiono zarówno policyjny dozór, jak i zakaz opuszczania kraju. Mężczyzna nadal formalnie pozostaje podejrzanym, jednak może odpowiadać z wolnej stopy. Mimo że od postawienia mu zarzutów minęły już cztery lata, do sądu wciąż nie skierowano aktu oskarżenia.

Rz czy ż? Ó czy u? To największe pułapki w polskiej ortografii
Pytanie 1 z 25
Pióro czy piuro?
Dzik zaatakował ciężarną w Warszawie. Kobieta poroniła. To jeden ze 160 ataków w tym roku!