Major SOP oszukiwał na psychotestach? Zaatakował rodzinę, zabił 4-letnią córkę. Szokujące kulisy

2026-02-19 9:25

Koszmar przy ulicy Bałtyckiej w Ustce wciąż budzi ogromne emocje. 44-letni Piotr K., doświadczony oficer Służby Ochrony Państwa i weteran misji zagranicznych, rzucił się z nożem na swoich najbliższych. Zginęła 4-letnia dziewczynka, a pozostali członkowie rodziny trafili do szpitala. Na jaw wychodzą nowe, wstrząsające kulisy tego zdarzenia. Wiadomo już, co działo się w mieszkaniu, zanim funkcjonariusz chwycił za broń.

Zgłoszenie o awanturze domowej przy ulicy Bałtyckiej wpłynęło do służb 26 stycznia około godziny 21:30. Funkcjonariusze, którzy dotarli na miejsce zdarzenia, musieli obezwładnić wyjątkowo agresywnego napastnika. 44-letni mężczyzna przy użyciu noża zranił pięcioro członków swojej rodziny, a także sam odniósł obrażenia. Mimo natychmiastowej i długotrwałej reanimacji, życia jego 4-letniej córeczki nie udało się uratować. Szybko potwierdzono medialne spekulacje: sprawcą okazał się funkcjonariusz Służby Ochrony Państwa, Piotr K. Pozostali poszkodowani zostali przetransportowani do placówek medycznych, a śledczy natychmiast przystąpili do zabezpieczania śladów zbrodni.

Szczegóły dotyczące tożsamości sprawcy rzuciły na sprawę nowe światło. Piotr K. przebywał w Ustce na urlopie wypoczynkowym wraz z rodziną. Rzecznik prasowy SOP, pułkownik Bogusław Piórkowski, poinformował o natychmiastowym wszczęciu procedury wydalenia 44-latka ze służby. Zapewnił jednocześnie, że oficer posiadał aktualne badania, w tym testy psychologiczne, które są niezbędne do pełnienia obowiązków w tej formacji. Mimo formalnej poprawności dokumentacji, motywy ataku pozostawały niejasne, a formacja zapowiedziała wsparcie dla bliskich ofiar.

- Rodzina zatrzymanego funkcjonariusza otrzyma pomoc psychologiczną. Na takie wsparcie mogą też liczyć pozostali funkcjonariusze SOP – zapowiedział pułkownik Piórkowski.

Sąsiedzi próbowali interweniować

Dziennikarze Radia Gdańsk dotarli do wstrząsających relacji świadków. Mieszkańcy bloku, słysząc dramatyczne krzyki i płacz, usiłowali dostać się do mieszkania jeszcze przed przyjazdem policji. Jeden z sąsiadów miał nawet wtargnąć do środka i uderzyć napastnika krzesłem, co niestety nie powstrzymało furii 44-latka. Dziewczynka otrzymała śmiertelny cios w klatkę piersiową. W stanie ciężkim znalazły się również żona i teściowa funkcjonariusza, ranny został także jego teść. Piotr K. po dokonaniu ataku próbował popełnić samobójstwo, jednak lekarzom udało się go odratować.

Z piekła, które rozpętało się w mieszkaniu, ocalał 7-letni syn małżeństwa. Chłopiec zdołał uciec i praktycznie nie odniósł obrażeń fizycznych, co potwierdził rzecznik słupskiego szpitala, Marcin Prusak. Prokurator Okręgowy w Słupsku, Patryk Wegner, poinformował Polską Agencję Prasową, że stan zdrowia zatrzymanego pozwala na jego przesłuchanie. W międzyczasie MSWiA wydało komunikat o zawieszeniu Piotra K. i zdementowało plotki, jakoby pirotechnik zajmował się ochroną najważniejszych osób w państwie. Potwierdzono natomiast jego udział w misjach w Iraku oraz Afganistanie.

System badań pod lupą

Biuro Nadzoru Wewnętrznego rozpoczęło szczegółową kontrolę przebiegu służby Piotra K., który mundur nosił od 23 lat. Ostatnie badania okresowe przeszedł on na początku października 2025 roku, co rodzi poważne pytania o szczelność systemu weryfikacji kondycji psychicznej funkcjonariuszy. Według ustaleń „Super Expressu”, Piotr K. uchodził w swoim otoczeniu za wzorowego ojca. Rodzina często podróżowała, a w mediach społecznościowych dzieliła się zdjęciami ze wspólnych wakacji. Sąsiedzi, którzy widywali parę spacerującą po plaży, są wstrząśnięci, że ten z pozoru spokojny mężczyzna dopuścił się takiej zbrodni.

- Często ich widywaliśmy. Jeszcze niedawno szli razem plażą, trzymali się za ręce. A teraz? Cisza, krew i znicze – mówili w rozmowach z reporterami „Super Expressu”.

Sekcja zwłok wykazała, że narzędziem zbrodni był długi nóż, przypominający maczetę. Po ataku sprawca zabarykadował się w pokoju, a funkcjonariusze musieli użyć siły, by go wyciągnąć. Po hospitalizacji, w asyście policji, Piotr K. został przewieziony do prokuratury. Zastosowano wobec niego środki bezpieczeństwa dla najgroźniejszych przestępców: kajdanki na rękach i nogach oraz kask ochronny.

Rozgrywka w karty zakończona masakrą

Podczas trwającego dwie godziny przesłuchania Piotr K. przyznał się do winy. Złożył wyjaśnienia, ale odmówił odpowiedzi na szczegółowe pytania śledczych. Z jego relacji wynika, że tragicznego wieczoru rodzina grała w karty w popularnego „tysiąca”. Po zakończeniu gry mężczyzna po prostu wstał, poszedł do kuchni po nóż i bez żadnego ostrzeżenia zaatakował bliskich. Zeznania teściów pokrywają się z wersją napastnika – w domu nie było wcześniej kłótni, panowała normalna atmosfera. Brak widocznego motywu jest jednym z najbardziej zagadkowych elementów tego śledztwa.

- Ze względu na okoliczności i potrzebę weryfikacji zeznań podejrzanego, nie będziemy wyjawiać treści ani przyczyn jego zachowania – uciął prokurator Patryk Wegner, szef Prokuratury Okręgowej w Słupsku, w rozmowie z „Super Expressem”.

Sąd zadecydował o trzymiesięcznym areszcie dla 44-latka, który usłyszał zarzuty zabójstwa oraz usiłowania zabójstwa czterech osób. Nieoficjalne doniesienia medialne wskazują na wyjątkową brutalność zdarzenia. Policjanci, widząc Piotra K. z nożem przy dziecku, nie mogli oddać strzału. Obezwładnienie potężnie zbudowanego mężczyzny (2 metry wzrostu, 140 kg wagi) wymagało użycia tasera. Napastnik, posiadający przeszkolenie bojowe, stanowił śmiertelne zagrożenie dla interweniujących patroli.

- W mieszkaniu działało kilka patroli: wszystko wskazuje na to, że policjanci mieli do czynienia z wyjątkowo silnym, wyszkolonym i nieobliczalnym przeciwnikiem. Piotr K. mierzy około dwóch metrów, waży 140 kilogramów, przeszedł szkolenie bojowe i ma ponad 20 lat doświadczenia w służbach – opisywał na swoich łamach „Super Express”. - W pewnym momencie 44-latek wstał od stołu, przy którym grał z rodziną w karty i poszedł do kuchni, sięgnął po najdłuższy nóż. Wtedy wrócił i zaczął atakować. Najpierw rzucił się na żonę i teściów, próbował dopaść uciekającego syna, a następnie zabarykadował się z córką w pokoju. Zadał dziewczynce wiele śmiertelnych ciosów. Część z nich była wymierzona w klatkę piersiową. Obrażenia były wielonarządowe – dodawał dziennikarz Tomasz Nowociński, relacjonujący to zdarzenie.

Kłopoty małżeńskie w tle?

Śledczy podejrzewają, że pierwotnym celem ataku była żona Piotra K., a śmierć dziecka była tragicznym skutkiem szału napastnika. Ratownicy medyczni opisywali miejsce zbrodni jako niezwykle krwawe, a walka o życie poszkodowanych toczyła się równocześnie na dwóch piętrach budynku. Choć oficjalnie rodzina uchodziła za zgodną, dziennikarze programu „Uwaga! TVN” dotarli do informacji sugerujących kryzys w małżeństwie. Według anonimowego informatora, Piotr K. planował wyprowadzkę i wynajęcie kawalerki, a między małżonkami istniał konflikt dotyczący ewentualnego rozwodu.

- Widziałem się z nim na początku października i wiem, że wtedy jego relacja z żoną była zła. Chciał wynająć kawalerkę na Bródnie, żeby mieć blisko do dzieci - ujawnił anonimowy świadek w programie „Uwaga! TVN”. - Nie chciał wyjaśnić, o co chodziło, tylko wiem, że ona nie stanęła po jego stronie w jakimś konflikcie dotyczącym pracy. Wtedy mówił, że chciał rozwodu, a ona nie chciała mu dać, wcześniej było odwrotnie, więc kłótnia między nimi musiała trwać dłużej. Ale później patrząc na ich zdjęcia na Facebooku, to chyba próbowali naprawić relacje – dodawał.

Pojawiają się również doniesienia o zbiórce charytatywnej, którą małżeństwo prowadziło na rzecz swojego syna cierpiącego na autyzm. Rodzice zbierali środki na kosztowną terapię, co mogło stanowić dodatkowe obciążenie dla rodziny. Śledczy sprawdzą każdy wątek, w tym stan zdrowia psychicznego Piotra K., który zaprzeczył, by leczył się psychiatrycznie. Wobec pojawiających się głosów krytycznych dotyczących jakości testów w służbach, prokuratura powoła biegłych, którzy ocenią poczytalność sprawcy. Jeśli zostanie uznany za świadomego swoich czynów, grozi mu kara dożywotniego pozbawienia wolności.

- Prowadzący postępowanie chce powołać dwóch biegłych: jednego do oceny poczytalności sprawcy i drugiego do zbadania jego stanu psychiatrycznego – przekazał prokurator Paweł Wnuk, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Słupsku, cytowany przez Rzeczpospolitą.