Koszmarny wypadek na Pomorzu. Paulina na własne oczy widziała śmierć narzeczonego

2026-10-29 11:28

W jednej chwili jej życie legło w gruzach. Pani Paulina odniosła ciężkie obrażenia w tragicznym wypadku w Jagatowie (woj. pomorskie). W zderzeniu zginął jej ukochany narzeczony, a ona sama została bardzo poważnie ranna. Dziś walczy o odzyskanie sprawności i siłę, aby przetrwać niekończący się koszmar. – Adaś umarł na moich oczach w tym samochodzie. To trauma na całe życie. Nie umiem wymazać z pamięci tamtych scen – opowiada w rozmowie z „Super Expressem”. Uruchomiono zbiórkę pieniędzy na leczenie i rehabilitację 33-latki.

Tragiczny wypadek w Jagatowie. 33-letnia pani Paulina straciła narzeczonego w czołowym zderzeniu

Zaledwie jedna chwila może zdecydować o ludzkim życiu. Czasami wystarczy kilka sekund, aby czyjś świat całkowicie się zmienił. Przekonała się o tym 33-letnia pani Paulina. 15 października 2026 roku w Jagatowie (woj. pomorskie) wydarzył się tragiczny wypadek drogowy. 33-letni mężczyzna kierujący Skodą, który jechał w stronę Starogardu Gdańskiego, zjechał na przeciwny pas ruchu i czołowo zderzył się z samochodem, w którym znajdowali się pani Paulina i jej narzeczony.

- Mieliśmy podjechać w jedno miejsce, żeby zrobić zakupy. W tym punkcie kierowcy wielokrotnie nie zachowywali ostrożności. Tam kiedyś musiało dojść do tragedii, ale trafiło akurat na nas. Pamiętam tę chwilę. Gdy zamykam oczy, cały czas widzę przed sobą te sceny. Widzę znaczek Skody – samochodu, który w nas wjechał. Uderzył w nas czołowo. Kierowca, który spowodował wypadek, jechał z żoną i dziećmi. Bardzo się spieszył. Te sekundy, które zaoszczędził, zaważyły na ludzkim życiu – mówi „Super Expressowi” pani Paulina.

Obrażenia w wypadku odnieśli kierowca wyprzedzającej Skody oraz jego pasażerowie – kobieta i dwoje dzieci. Ranna została również pani Paulina, która podróżowała Renault. Wszystkich poszkodowanych przewieziono do szpitali, przy czym 33-latka trafiła do placówki śmigłowcem Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Na miejscu wypadku życie stracił 44-letni kierowca Renault, narzeczony pani Pauliny.

- Ratownicy medyczni, którzy przybyli na miejsce, najpierw zajęli się kierowcą Skody. Pamiętam, jak leżał na poboczu. Patrzyliśmy na siebie. Byłam uwięziona w rozbitym samochodzie. Obok siedział mój narzeczony, Adaś. Krzyczałam z całych sił, uderzałam w szybę i we wszystko, co mogłam. Wołałam o pomoc. Pamiętam, że ratownik, który wyciągał Adasia, powiedział, że nie czuć pulsu. Gdy obudziłam się w szpitalu, czekałam na informację, że Adaś również się wybudził. Ale on już nie żył. Umarł na moich oczach w tym samochodzie. To trauma na całe życie. Nie umiem wymazać z pamięci tamtych scen. One ciągle do mnie wracają. Ja przeżyłam, ale mój cały świat runął. W jednej chwili wszystko się zawaliło – opowiada pani Paulina.

Pani Paulina potrzebuje pomocy po wypadku w Jagatowie. Trwa zbiórka na leczenie i rehabilitację 33-latki

Rodzina pani Pauliny mierzy się dziś z dramatem, którego trudno opisać słowami. Zamiast snuć plany na przyszłość, 33-letnia kobieta skupia się na walce o zdrowie i odzyskanie sprawności. Podczas wypadku doznała ciężkich obrażeń, w tym wielu złamań. Lekarze zdiagnozowali u niej m.in. obustronną odmę opłucnową, złamane żebra, obojczyk, mostek i miednicę oraz uszkodzenie kręgosłupa w części lędźwiowej. Pani Paulina jest już po operacji kręgosłupa. Jej stan pozostaje ciężki, a pozostałe obrażenia nie pozwalają lekarzom jeszcze postawić jej na nogi. Kobietę czeka dalsze leczenie, a następnie długotrwała i wymagająca rehabilitacja.

Koszty leczenia i odzyskiwania sprawności są jednak bardzo wysokie. Z tego powodu zorganizowano zbiórkę pieniędzy na pomoc pani Paulinie. Zgromadzone fundusze posłużą m.in. do opłacenia specjalistycznego leczenia, wizyt i konsultacji lekarskich, rehabilitacji, zakupu niezbędnych leków i sprzętu oraz zapewnienia odpowiedniej opieki. 33-latka potrzebuje także profesjonalnej pomocy psychologicznej i psychiatrycznej, która pozwoli jej zmierzyć się z traumatycznymi przeżyciami po wypadku i utracie ukochanego.

- Straciłam najbliższą mi osobę. Doznałam licznych złamań, w tym kręgosłupa. Obecnie nadal przebywam w szpitalu, ale niedługo będę mogła z niego wyjść. Wciąż jednak nie mogę chodzić. Przede mną długa droga do odzyskania sprawności. Pomaga mi rodzina, w tym siostra, która również zmaga się z chorobą. To tragedia całej naszej rodziny – mówi pani Paulina.

Pani Paulina apeluje do kierowców po wypadku w Jagatowie. „Żeby nikt inny nie musiał mierzyć się z tym, z czym teraz walczę ja”

Tego, co się wydarzyło, nie można już zmienić. W wypadku zginął człowiek, który nie ponosił za niego winy. Ta tragedia powinna być ostrzeżeniem dla kierowców ignorujących przepisy drogowe. Pośpiech i ryzykowne zachowania za kierownicą mogą w ciągu kilku sekund doprowadzić do dramatu, którego konsekwencje bliscy ofiar będą odczuwać przez całe życie.

- W tym miejscu często dochodzi do kolizji. Mieszkańcy od dawna mówili, że powinien stanąć tam fotoradar. Powinny zostać wprowadzone zmiany, aby podobna tragedia nigdy więcej się nie powtórzyła. Żeby nikt inny nie musiał mierzyć się z tym, z czym teraz walczę ja. Straciłam narzeczonego, najbliższą mi osobę. Moje życie runęło z dnia na dzień. Walczę o odzyskanie sprawności i siłę, żeby to wszystko przetrwać – dodaje pani Paulina.

Osoby, które chcą pomóc pani Paulinie w powrocie do zdrowia i odzyskaniu sprawności, mogą wesprzeć ją dowolną wpłatą na zbiórkę dostępną pod tym linkiem.

Urodziła się, gdy Polski nie było na mapie. Nie żyje jedna z najstarszych Polek

ROLKI