Gdyby nie sąsiadki, mógłby nie zostać prezydentem Gdańska. Nie każdy zne tę historię o Pawle Adamowiczu

2026-01-12 11:04

W 7 rocznicę śmierci Pawła Adamowicza wracają te same obrazy: prezydent Gdańska, samorządowiec, ofiara brutalnej przemocy. Znacznie rzadziej przypomina się moment, od którego wszystko się zaczęło — cichy, pozbawiony patosu i politycznego planu. Gdyby nie sąsiadki, które jak sam Adamowicz wspominał, namawiały go, żeby kandydował w pierwszych wolnych wyborach samorządowych, Paweł Adamowicz mógłby nigdy nie zostać prezydentem Gdańska.

Początek działalności politycznej Pawła Adamowicza

Rok 1990 był momentem przełomowym. Polska wychodziła z systemu centralnie sterowanego, a samorząd terytorialny dopiero się rodził. W Gdańsku — mieście o szczególnym znaczeniu symbolicznym — organizowano pierwsze wolne wybory do Rady Miasta. 

Paweł Adamowicz miał wówczas 25 lat. Był młodym prawnikiem, działał wcześniej w opozycji demokratycznej, ale jak podaje wiele źródeł, nie planował kariery politycznej. Jak sam później wspominał, to właśnie sąsiadki z jego okolicy miały namówić go do startu w wyborach. Uznały, że skoro angażuje się społecznie i zna problemy dzielnicy, powinien spróbować.

To od nich wyszła inicjatywa, która zmieniła nie tylko jego życie, ale i historię Gdańska. W niektórych źródłach możemy także przeczytać, że sąsiadki niemalże same zgłosiły go na kandydata

- Byłem asystentem na Uniwersytecie Gdańskim. Myślałem raczej o pracy naukowej. Ale do kandydowania namówiły mnie sąsiadki, kobiety zupełnie apolityczne. To one powiedziały:- Ty, Paweł, nie możesz stać z boku. Ktoś, kto brał udział w demonstracjach ulicznych i stawiał barykady, powinien startować - wspominał Adamowicz w rozmowie z Głosem Koszalińskim.

Dziś, w czasach profesjonalnej polityki i marketingu wyborczego, ta historia brzmi niemal niewiarygodnie. A jednak dokładnie tak wyglądała rodząca się demokracja lokalna: bez kalkulacji, bez zaplecza, zbudowana na relacjach i poczuciu odpowiedzialności.

Adamowicz dostał się do Rady Miasta Gdańska. Później został jej przewodniczącym. W 1998, z listy Akcji Wyborczej Solidarność, po raz trzeci został wybrany na radnego, a następnie rada miejska wybrała go na prezydenta miasta.

Tragiczny koniec historii

Droga do władzy Pawła Adamowicza nie zaczęła się od konfliktu ani ambicji dominacji, lecz od zaufania. Od przekonania kilku osób, że „ten człowiek się nadaje”.

Być może właśnie dlatego Adamowicz przez całe życie polityczne tak mocno akcentował rolę samorządów jako fundamentu demokracji. Bronił niezależności miast, mówił o wspólnocie, sprzeciwiał się językowi wykluczenia. Jego wrażliwość polityczna miała bardzo konkretne źródło — doświadczenie demokracji w najprostszej, sąsiedzkiej formie.

Prezydent Gdańska Paweł Adamowicz 13 stycznia 2019 r. został ciężko raniony nożem przez Stefana Wilmonta podczas miejskiego finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy na Targu Węglowym. Samorządowiec w bardzo ciężkim stanie trafił do Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego, gdzie zmarł następnego dnia. Pogrzeb odbył się 19 stycznia w Bazylice Mariackiej. Tam też spoczęła urna z jego prochami.

W marcu 2023 r. Sąd Okręgowy w Gdańsku uznał Wilmonta za winnego zabójstwa Pawła Adamowicza, a także ataku i gróźb wobec konferansjera, za co otrzymał karę łączną dożywotniego więzienia.

Wyrok ten utrzymał Sąd Apelacyjny w Gdańsku na początku 2024 r. Sąd jednocześnie zmienił wcześniejsze nieprawomocne uzasadnienie wyroku i uznał, że Adamowicz nie był przypadkową ofiarą oskarżonego. Zmiany w uzasadnieniu domagali się bliscy zamordowanego prezydenta.

Wyrok w sprawie Stefana Wilmonta skazanego za zabójstwo Pawła Adamowicza