Spis treści
Nowe tropy w sprawie Iwony Wieczorek. Śledczy wracają do 2010 roku
Rok 2026 przyniósł przełom w zainteresowaniu sprawą gdańszczanki, która zaginęła 16 lat temu. Prokurator Katarzyna Calów-Jaszewska z Prokuratury Krajowej poinformowała w styczniu o analizie zupełnie nowych dowodów. W tym samym czasie policjanci ponownie wzięli pod lupę wydarzenia z 17 lipca 2010 roku, apelując o informacje dotyczące białego fiata Cinquecento. Pojazd ten, uchwycony przez kamery monitoringu, poruszał się rankiem po trasie obejmującej Park Reagana, Rumię, Redę i okolice Pucka.
W rozmowie z "Faktem" prokurator Eryk Stasielak naczelnik Małopolskiego Wydziału Zamiejscowego Prokuratury Krajowej w Krakowie, prokuratorskiego Archiwum X, potwierdził, że ostatnie działania przyniosły wymierne efekty. Pojawili się nowi świadkowie, których zeznania mogą rzucić nowe światło na losy 19-latki.
- Przesłuchujemy teraz świadków w sprawie Iwony Wieczorek, także nowych świadków, którzy ostatnio się pojawili. Nasz ostatni apel o zgłaszanie się w tej sprawie przyniósł skutek - zaznaczył w rozmowie z portalem.
Druga Iwona. Dziennikarka z Łodzi zniknęła bez śladu w 1992 roku
Olga Herring, autorka internetowej serii kryminalnej „Ślady”, w swoim materiale opublikowanym w lutym tego roku przywołała historię innej kobiety, której losy pozostają nieznane od ponad trzech dekad. Chodzi o Iwonę Mogiłę-Lisowską, 31-letnią dziennikarkę nieistniejącej już stacji Tele-24. Do tragedii doszło w listopadzie 1992 roku w Łodzi, gdzie kobieta wraz z mężem Maciejem remontowała dom przy ulicy Świetlików. Jej ojciec, Adam Puzio, po raz ostatni widział ją 10 listopada, kiedy wrócił z handlowego wyjazdu do Jugosławii.
Wizyta ojca była krótka – córka poprosiła go to, by odpoczął po podróży, tłumacząc obecność robotników w domu. Świadkowie relacjonowali, że około godziny 22:00 posesja była zamknięta, a wewnątrz paliło się światło. To był ostatni moment, w którym obecność Iwony była pewna. Późniejsze wydarzenia budzą do dziś ogromne wątpliwości.
- Około północy Macieja (męża Iwony - red.) odwiedza sąsiad. Maciej mówi mu, że Iwona powinna już być w domu, ale pewnie musiała zostać dłużej w telewizji. Sąsiad opuszcza dom przy ul. Świetlików dopiero nad ranem 11 listopada, ale to alibi pojawia się dopiero na długo po zaginięciu. Rano przy Świetlików zjawia się też pan Adam. Przyjeżdża do domu córki z materiałami remontowymi, które dzień wcześniej obiecał załatwić - relacjonuje Olga Herring na kanale Ślady.
Dziwne zachowanie męża i zniknięcie dywanu
Kiedy Adam Puzio dotarł rano na miejsce, zastał jedynie swojego zięcia. Mężczyzna, ubrany w czarną koszulę, leżał na kanapie przykryty kocem. Jego reakcja na pytania o żonę była szokująca dla teścia.
- Pytam się go, gdzie jest Iwonka. A on na to "a no właśnie, ja pie***ę taką żonę, żeby mi na noc nie wracała do domu". Zapytałem co się stało, dlaczego Iwonki nie ma. Opowiedział, że nie wróciła z pracy - relacjonował mężczyzna.
Wersja wydarzeń przedstawiana przez męża zmieniała się. Twierdził on, że Iwona wyjechała na tydzień do Niemiec, gdzie wcześniej dorabiała jako kelnerka i pomoc księgowa w okolicach Mannheim. Małżeństwo miało burzliwą przeszłość, wliczając w to rozwód i separację, choć w 1992 roku próbowali odbudować relację, wspólnie wykańczając dom. Co kluczowe, zaginięcie zgłoszono dopiero po dziewięciu dniach. Mąż zwlekał z powiadomieniem służb, twierdząc, że chce uniknąć skandalu.
- Pan Adam do dziś nie może sobie darować, że tamtego ranka (11 listopada, tuż po zaginięciu - red.) nie wygonił Macieja z wersalki i nie sprawdził, czy w środku jest tylko pościel - relacjonuje Olga Herring na swoim kanale.
Ojciec zrywał podłogi w poszukiwaniu prawdy
Z domu przy ulicy Świetlików w tajemniczych okolicznościach zniknął dywan. Zdeterminowany ojciec Iwony prowadził poszukiwania na własną rękę, posuwając się do drastycznych kroków. Rozbierał podłogi w budynku. Wcześniej śledczy przeczesali dom, a nawet przekopali teren posesji. W ogrodzie odkryto zaginiony dywan z salonu oraz damską odzież, jednak rodzina nie rozpoznała w nich ubrań należących do zaginionej. Adam Puzio sprawdził również trop niemiecki, udając się osobiście za granicę, co potwierdziło, że jesienią 1992 roku jego córki tam nie było.
Michał Fajbusiewicz, legendarny prowadzący magazyn "997", wielokrotnie zajmował się tą sprawą, wspierając ojca zaginionej w walce o prawdę. Mimo upływu 30 lat, zagadka nie została rozwiązana.
- Prokuratura chyba 15 razy wznawiała tę sprawę po interwencjach pana Puzio (ojca Iwony - red.). Ja nie wiem, czy nie przebiłem prokuratury. Od czasu jej zaginięcia już nie tylko w TVP, ale pracowałem też w wielu innych stacjach telewizyjnych, nagłaśniałem sprawę we wszystkich stacjach, w niektórych nawet parę razy - mówił Michał Fajbusiewicz w rozmowie z Olgą Herring.
Ostatecznie, po dwuletnim postępowaniu sądowym zakończonym w 2005 roku, Iwona Mogiła-Lisowska została formalnie uznana za zmarłą. Jako datę śmierci wskazano ostatni dzień 2002 roku.