Czesi ruszyli po „złoto Bałtyku”. Na Mierzei Wiślanej trwa poszukiwanie skarbu
Jeszcze niedawno Bałtyk skuty był lodem, a na Mierzei Wiślanej można było podziwiać zjawiskowe torosy, czyli naturalne, kilkunastometrowe spiętrzenia kry. Przez pierwsze tygodnie roku mróz trzymał mocno, teraz sytuacja zmieniła się jednak gwałtownie. Ocieplenie i roztopy sprawiły, że morze zaczęło oddawać to, co skrywało pod lodem – bursztyn. Na plażach w rejonie Krynicy Morskiej i Mikoszewa pojawiły się tysiące drobnych, a miejscami także większych bryłek. Dla wielu to nie tylko pamiątka znad morza, ale realna wartość. Jedna z turystek w zaledwie półtorej godziny zebrała pokaźną kolekcję bursztynów, z których część była większa od monety pięciozłotowej. Wieść o wysypie „złota Bałtyku” szybko przekroczyła granice Polski. Na Mierzei Wiślanej pojawili się obcokrajowcy, w tym Czesi. Lokalny portal "Na Mierzeję" informuje, że nasi południowi sąsiedzi przyjechali nad Bałtyk specjalnie po to, by spróbować szczęścia w poszukiwaniach. Na zdjęciach publikowanych w mediach społecznościowych widać poławiaczy wchodzących do wody i przeszukujących dno przy pomocy podbieraków i siatek. Temperatura morza wciąż jest niska, ale to nie odstrasza najbardziej zdeterminowanych.
„Aż trudno uwierzyć”, „Imponujące”, „Jeszcze chwila i też ruszę na poszukiwania”
Bursztyn od lat rozpala wyobraźnię. Po sztormach i roztopach jego bryłki bywają wypłukiwane na brzeg lub unoszą się w przybrzeżnej wodzie. Trzeba jednak wiedzieć, gdzie i kiedy szukać. Doświadczeni poławiacze obserwują kierunek wiatru, ruch fal i zmiany poziomu wody. Teraz ich wysiłek przynosi efekty. Internet zareagował błyskawicznie. Pod zdjęciami zbiorów pojawiły się komentarze pełne zachwytu: „Aż trudno uwierzyć”, „Imponujące”, „Jeszcze chwila i też ruszę na poszukiwania”. Niektórzy żałują, że nie mogą być teraz na Mierzei Wiślanej. Ocieplenie może potrwać jeszcze kilka dni, co oznacza, że plaże wciąż będą przeszukiwane. Dla jednych to zimowa ciekawostka, dla innych – prawdziwe polowanie na skarb.