Aldona Błaszczyk-Szostak o śledztwie ws. Iwony Wieczorek. "Sprawca jest na pierwszych stronach akt"

2026-07-16 11:39

Czy rozwiązanie zagadki zaginięcia Iwony Wieczorek od 16 lat leży przed oczami śledczych? Aldona Błaszczyk-Szostak w rozmowie z „Super Expressem” opowiada o zmowie milczenia, hipotezach, które – jej zdaniem – należy odrzucić, oraz miejscach, gdzie mogły zostać ukryte zwłoki 19-latki. Przekonuje, że finał tej sprawy może być niezwykle blisko.

Policjanci na terenie działek. Na miniaturach Iwona Wieczorek i Aldona Błaszczyk-Szostak. Czytaj w Eska Trójmiasto.
Autor: Archiwum prywatne (2), Gadomski Marcin/Super Express Iwona Wieczorek, Aldona Błaszczyk-Szostak

Ostatni spacer Iwony Wieczorek. 19-latka zaginęła 16 lat temu

Od 16 lat zaginięcie Iwony Wieczorek pozostaje jedną z najbardziej zagadkowych spraw kryminalnych w Polsce. W nocy z 16 na 17 lipca 2010 roku 19-latka spędzała czas ze znajomymi. Najpierw spotkali się na działce należącej do dziadków Pawła P., poznanego niedługo wcześniej kolegi, starszego od niej o kilka lat. Później cała grupa przeniosła się do popularnego wówczas sopockiego Dream Clubu. Oprócz Pawła byli tam także jego dwaj koledzy oraz 17-letnia Adria – sąsiadka i koleżanka Iwony.

Z czasem atmosfera spotkania zaczęła się psuć. Iwona nie chciała już dalej się bawić i zdecydowała, że wróci do domu. W trakcie imprezy dostała wiadomość od koleżanki z informacją, że jej były chłopak, Patryk G., przebywa w klubie Banana Beach w towarzystwie innych dziewczyn. Do dziś nie wiadomo, czy właśnie ten SMS wpłynął na jej samopoczucie i sprawił, że postanowiła wcześniej zakończyć wieczór.

Niewyjaśnione pozostaje również to, dlaczego Iwona zrezygnowała z powrotu taksówką razem z Adrią i wybrała samotny spacer do domu. O godz. 4.12 została po raz ostatni zarejestrowana przez monitoring w pobliżu wejścia nr 63 na plażę w gdańskim Jelitkowie. Od chwili utrwalenia tego nagrania wszelki ślad po 19-latce zaginął.

Po latach śledztwo ponownie przyspieszyło. W ostatnich tygodniach funkcjonariusze krakowskiego Archiwum X, wspierani przez policjantów z warszawskiego Wydziału do Walki z Terrorem Kryminalnym i Zabójstwami, prowadzili intensywne działania w terenie. Jak przekazała Prokuratura Krajowa, wykorzystano m.in. georadary, a biegli sporządzili ważną ekspertyzę dotyczącą jednej z kluczowych wersji śledczych. W ciągu dwóch ostatnich miesięcy przesłuchano także dziesiątki osób, w tym ludzi z najbliższego otoczenia Iwony. Ze względu na dobro postępowania szczegóły tych działań nie są jednak ujawniane. 

„Prawda zawsze się wybroni”. Aldona Błaszczyk-Szostak o zaginięciu Iwony Wieczorek

Przez wiele lat własne ustalenia dotyczące zaginięcia Iwony Wieczorek prowadziła również Fundacja Na Tropie, powołana do życia przez Janusza Szostaka. Jej członkowie analizowali materiały śledztwa, sprawdzali kolejne hipotezy i brali udział w poszukiwaniach miejsc, które mogły mieć związek z zaginięciem 19-latki.

"Prawda zawsze się wybroni" – podkreśla w rozmowie z „Super Expressem” Aldona Błaszczyk-Szostak. Dziennikarka przypomina, że Janusz Szostak do końca życia wierzył, iż był bardzo blisko rozwiązania zagadki zaginięcia Iwony Wieczorek. Czy po 16 latach śledztwo wreszcie przyniesie odpowiedzi? I co musiałoby się wydarzyć, aby jedna z najgłośniejszych spraw zaginięć w Polsce została ostatecznie wyjaśniona?

– To jest już kwestia osób, które w tym uczestniczyły, albo osób postronnych, które coś wiedzą. Musiałaby zostać przerwana zmowa milczenia. Aczkolwiek myślę, że pan Marek Siewert, były analityk Komendy Głównej Policji w Warszawie, był bardzo blisko rozwiązania tej sprawy, podobnie jak pan Marek Dyjasz, który był wtedy jego szefem. Pan Marek Siewert zwracał na przykład uwagę na to, że wśród osób składających zeznania były osoby z kręgu znajomych Iwony, które ustalały między sobą alibi i to, co robiły tamtego dnia. To jest kwestia, która nigdy nie została wyjaśniona. Myślę, że gdyby pan Marek Siewert nie został odsunięty od tej sprawy, to zostałaby ona rozwiązana. Pan Marek jest jednym z najlepszych analityków, którzy brali udział w tej sprawie. Oczywiście nie kwestionuję pracy osób, które obecnie nad nią pracują, bo bardzo im kibicuję. Rozmawiałam z panem Markiem i on również kibicuje tym funkcjonariuszom i prokuraturze. To jest już dla nich sprawa priorytetowa, bo mija 16 lat – mówi nam Aldona Błaszczyk-Szostak.

„Bez tego sprawca, bądź sprawcy nigdy nie ponieśliby konsekwencji”

Aldona Błaszczyk-Szostak podkreśla jednak, że przez wszystkie lata równie ważne było utrzymanie zainteresowania opinii publicznej tą sprawą. Jej zdaniem to właśnie medialny rozgłos sprawił, że śledztwo nigdy nie zostało zapomniane.

– Ta sprawa jest medialna i żyje swoim życiem w przestrzeni publicznej. Jest mnóstwo podcastów, wywiadów i artykułów. Myślę, że dobrze, że ona cały czas żyje, bo bez tego ten temat by umarł, a sprawca bądź sprawcy nigdy nie ponieśliby konsekwencji. Pamiętam, jak zajmowaliśmy się tą sprawą. W dużym stopniu zaważyła ona na naszym życiu osobistym. Janusz, umierając, miał na ustach słowa o Iwonie. Bardzo chciał rozwiązać tę zagadkę, ale w którymś momencie los, a może opatrzność, chciały inaczej i został zabrany – przyznaje nasza rozmówczyni.

Zdaniem Janusza Szostaka klucz do rozwiązania zagadki zaginięcia Iwony Wieczorek od lat znajdował się na pierwszych stronach akt. Aldonę Błaszczyk-Szostak zapytaliśmy, czy uważa, że jeśli sprawa zostanie w końcu wyjaśniona, okaże się, iż odpowiedź była dostępna od samego początku.

– Myślę, że tak. Rozmawiałam z wieloma osobami zaangażowanymi w tę sprawę i uważam, że jest tak, jak Janusz napisał już w pierwszych słowach swojej książki – sprawca jest na pierwszych stronach akt. Bardzo kibicuję policjantom z zamiejscowego Archiwum X w Krakowie oraz prokuratorowi Erykowi Stasielakowi. Ta sprawa jest mi bardzo bliska, jestem z nią emocjonalnie związana od 2015/2016 roku. Właśnie wtedy powstała Fundacja Na Tropie, żeby mieć większe możliwości działania. Janusz zawsze podkreślał, że właśnie po to została powołana.

Po latach wrócili do sprawy i dokonali przełomu. Tak odnaleziono Joannę Gibner

Nie są to zresztą jedynie deklaracje. W 2020 roku to właśnie dzięki działaniom Fundacji Na Tropie udało się odnaleźć Joannę Gibner z Olsztyna, która zaginęła w 1996 roku. Młoda kobieta zniknęła zaledwie kilka tygodni po ślubie w niewyjaśnionych okolicznościach. Chociaż w 2006 roku jej mąż, Marek W., został skazany za zabójstwo w procesie poszlakowym i wskazał Jezioro Dywickie jako miejsce ukrycia zwłok, wcześniejsze przeszukania akwenu nie przyniosły rezultatu. Dopiero po latach, na prośbę matki Joanny, Fundacja Na Tropie wróciła do tej sprawy i odnalazła ciało kobiety.

– Zbiornik ten był przeszukiwany przez marynarkę wojenną. To bardzo duże jezioro. Pamiętam, że w aktach, w notatkach, było napisane, iż znaleziono tam jakąś anomalię. Problem polegał jednak na tym, że zbiornik jest bardzo zamulony i niezwykle trudno prowadzi się tam poszukiwania. Do tego były one prowadzone zimą, a później zostały przerwane. Pani Danusia robiła wszystko, żeby odnaleźć swoją córkę. Znała sprawcę. On odbył karę pozbawienia wolności. Był to pierwszy w Polsce proces poszlakowy, w którym sprawca trafił do więzienia za morderstwo, mimo że nie odnaleziono ciała ofiary – został skazany na podstawie zeznań. Odsiedział wyrok, wyszedł na wolność w 2018 roku, z tego co pamiętam, i po około pół roku zmarł. My wtedy obiecaliśmy pani Danusi, że zajmiemy się tą sprawą – mówi nam Aldona Błaszczyk-Szostak.

Wcześniejsze próby odnalezienia zwłok zakończyły się niepowodzeniem ze względu na niesprzyjające okoliczności. Nagłe załamanie pogody wymusiły na ekipie poszukiwawczej wstrzymanie prac.

– Obiecaliśmy pani Danusi, że wrócimy. Bardzo zależało jej na tym, żeby móc pochować córkę. Joanna miała swój symboliczny grób w mieszkaniu, we własnym pokoju. Było tam mnóstwo kwiatów, welon, zdjęcia – po prostu taki grób Joasi. Kiedy w końcu udało się ją odnaleźć i pochować, pani Danusia zaniosła te wszystkie kwiaty na cmentarz. To było coś niesamowitego, bo Joanna odnalazła się właśnie w Dzień Matki. Pani Danusia zawsze podkreśla, że jest wdzięczna Januszowi i mnie. Jest szczęśliwa, że jej dziecko zostało odnalezione, że mogła je godnie pochować i poznać prawdę. To, co jest najbardziej poruszające w tej sprawie, to fakt, że sprawca został pochowany na cmentarzu położonym niedaleko Jeziora Dywickiego. Miał swój grób, podczas gdy jego żona, którą pozbawił życia, przez ponad 20 lat spoczywała na dnie jeziora. To bardzo smutna puenta tej historii. Najważniejsze jednak, że udało się ją odnaleźć i mogliśmy pomóc pani Danusi. Naszą jedyną intencją była pomoc rodzinie w odnalezieniu zaginionej córki. Joanna Gibner pozostawała zaginiona przez 24 lata, czyli dłużej, niż obecnie Iwona Wieczorek. Myślę, że jest szansa, że także Iwona zostanie odnaleziona. Dla mnie to bardzo ważna sprawa.

Co się stało z Iwoną Wieczorek? „Czułam, że Iwona tam jest”

Jednym z największych pytań w sprawie zaginięcia Iwony Wieczorek pozostaje to, gdzie mogły zostać ukryte jej zwłoki. Przez lata śledczy analizowali różne lokalizacje. Wśród miejsc wskazywanych przez Janusza Szostaka znalazły się również ogródki działkowe w Gdańsku, które zostały sprawdzone przez policję. Jak jednak zaznaczał dziennikarz śledczy w swojej książce, przeprowadzone tam czynności miały jedynie powierzchowny charakter. To właśnie tam pojawili się Janusz Szostak, Aldona Błaszczyk-Szostak oraz Iwona Główczyńska, matka zaginionej 19-latki.

– Czułam, że Iwona jest na tych działkach. Naprzeciwko tej działki była kolejna, na której mieszkał dziwny mężczyzna. Wyszedł z więzienia i tam pomieszkiwał. Z tego, co pamiętam, była to jego działka. To były nasze pierwsze poszukiwania, jeszcze w 2016 roku. Pojechaliśmy tam wtedy po raz pierwszy i mieliśmy wrażenie, że on pilnuje tego miejsca. Przyjechaliśmy razem z policją. Janusz rozmawiał z funkcjonariuszami, a ja zostałam sama w samochodzie. W pewnym momencie ten mężczyzna mnie zaatakował. Zamknęłam się w aucie i zadzwoniłam do męża. Policjanci bardzo szybko zareagowali i go uspokoili, ale wobec nas zachowywał się bardzo agresywnie. Pani Iwona Główczyńska też pojawiła się na tych działkach, choć wcześniej nigdy nie jeździła w miejsca wskazywane jako potencjalne lokalizacje ukrycia ciała córki. Wypowiedziała wtedy słynne słowa. Po raz pierwszy stanęła przy tej siatce razem ze mną, bo działka była zamknięta. Stała tam i prawie mi się osunęła. Było widać, że jest bardzo przejęta. Wtedy powiedziała: „A widzisz, mamo? A widzisz, mamo?”. Iwona, kiedy miała jakiś problem albo chciała mamie coś udowodnić, właśnie tak mówiła. I tamte słowa do niej wróciły. Uważam, że pani Iwona zasługuje na to, żeby jej córka została odnaleziona, bo to są lata życia w takiej niewiedzy.

Czy sprawcy pomagał ktoś starszy? Mocna hipoteza w sprawie Iwony Wieczorek

Były dyrektor Biura Kryminalnego Komendy Głównej Policji, insp. Marek Dyjasz, w jednym z wywiadów zwracał uwagę, że przez całą swoją służbę nie spotkał się z przypadkiem, aby grupa 19-latków potrafiła tak skutecznie ukryć zwłoki, by przez kilkanaście lat nie zostały odnalezione. Co istotne, właśnie w takim wieku były osoby z najbliższego otoczenia Iwony Wieczorek w chwili jej zaginięcia. Czy zatem w ukryciu ciała mogła uczestniczyć starsza, bardziej doświadczona osoba – na przykład znajomy lub członek rodziny sprawcy? O to zapytaliśmy Aldonę Błaszczyk-Szostak.

– Ja rozmawiałam i z panem Markiem Dyjaszem, i z panem Markiem Siewertem. Jest taka opinia, że osoby, które w tamtym czasie miały po 19 lat, same nie byłyby w stanie tak skutecznie ukryć zwłok. To na pewno był dla nich ogromny szok. I na pewno nie umiałyby ukryć ciała tak dobrze, żeby nie zostało ono odnalezione. Myślę, że na pewno uczestniczyła w tym jakaś osoba, która dokładnie wiedziała, jak i gdzie schować to ciało. Są różne hipotezy, co się stało. My również zastanawialiśmy się, w jaki sposób te zwłoki mogły zostać ukryte. Jest kwas, który rozpuściłby ciało, ale zostałyby zęby, bo one się nie rozpuszczają. Zwłoki mogły zostać ukryte w jakiejś studzience. Mogły też zostać wyrzucone do morza, ale one w którymś momencie musiałyby wypłynąć.

Jak wskazuje ekspertka, w przypadku Joanny Gibner zwłoki przed zatopieniem zostały obciążone cegłami i różnymi metalowymi elementami.

– Torba, w której znajdowały się zwłoki Joanny, wcale nie była na środku jeziora, tak jak zeznawał jej były mąż, oprawca, i jego brat, który pomagał mu w tym procederze. Ona znajdowała się w szuwarach, blisko brzegu. Kiedy wydobyto tę torbę, były na niej ślady po haczykach, a nawet tkwiły w niej same haczyki. Wędkarze zarzucali tam wędki i łowili ryby, a haczyki zaczepiały o torbę, w której znajdowały się zwłoki. Te zwłoki były tak blisko, a jednak przez 24 lata nikt ich nie odnalazł. Dlatego chciałabym to spuentować w kontekście Iwony Wieczorek. Ona może być na wyciągnięcie ręki, na wyciągnięcie wzroku. A my tego po prostu nie widzimy. Być może w którymś momencie to zobaczymy, może ktoś to zobaczy i Iwona w końcu zazna spokoju oraz spocznie tam, gdzie powinna, a nie będzie leżeć, tak jak Joasia, czy to w jeziorze, czy w jakimś innym zbiorniku, w mokrej ziemi albo w kanale.

Park Reagana to fałszywy trop? Aldona Błaszczyk-Szostak nie ma wątpliwości

Do dziś nie udało się ustalić ani miejsca ukrycia zwłok Iwony Wieczorek, ani tego, gdzie doszło do śmierci 19-latki. Wiadomo jedynie, że zmierzała w stronę Parku Reagana, po czym ślad po niej nagle się urwał. Co wydarzyło się później, pozostaje jedną z największych tajemnic tej sprawy. Z dalszej części jej trasy nie zachowały się żadne nagrania. Nawet jeśli kolejne kamery monitoringu zarejestrowały Iwonę, materiały nie zostały zabezpieczone na czas i bezpowrotnie przepadły. Od domu dzieliło ją zaledwie około 1,5 kilometra. To właśnie na tym krótkim odcinku musiało wydarzyć się coś, co doprowadziło do jej zaginięcia.

– Ona najpewniej wsiadła do jakiegoś samochodu i odjechała ze swoim oprawcą. Tę osobę albo te osoby doskonale znała. Przeszła wiele kilometrów pieszo, była już bardzo zmęczona tą drogą i wiadomością, że jej były chłopak Patryk bawi się w innym klubie. Oni się kochali, kłócili, rozstawali i wracali do siebie. Kogo spotkała po drodze? Z pewnością osobę albo osoby, które dobrze znała. Na pewno nie została napadnięta przez kogoś obcego i z pewnością nie w Parku Reagana. Przecież zostałyby tam jakieś ślady. A co z ciałem? Sprawca zostawiłby je w krzakach? Przykrył liśćmi? No nie da rady. Był środek lata, poza tym zwierzyna też by się do niego dobrała. Przechodnie zauważyliby również, że ktoś kopie dół. To jest irracjonalna hipoteza, która od lat krąży wokół tego parku. Moim zdaniem tę teorię należy odrzucić – zaznacza Aldona Błaszczyk-Szostak.

„Każdy z nas był młody”. Dziennikarka broni Iwony Wieczorek

Dziennikarka zaznacza jednocześnie, że krzywdzące są dla niej opinie wygłaszane na temat zaginionej dziewczyny. Wielu ludzi przez te wszystkie lata niesprawiedliwie oceniało postawę młodej gdańszczanki.

– Jej imię jest szargane. Łatwo jest szargać imię osoby, która nie może się już sama obronić. Ta dziewczyna nie była taka zła, jak ją malują. To była normalna nastolatka. A to, że przebywała tu i tu i miała takich znajomych... Każdy z nas był młody, każdy chodził na dyskoteki. Każdy z nas miał różnych znajomych. Czy to oznacza, że wszyscy jesteśmy tacy sami? No nie. Ja jestem bardzo emocjonalnie związana z tą sprawą i bardzo kibicuję obecnym śledczym oraz prokuratorowi. Myślę, że są już blisko rozwiązania i mam taką nadzieję. Na pewno są bliżej niż dalej. Przez tyle lat pojawiło się wiele różnych hipotez i jestem przekonana, że każda z nich została wzięta pod uwagę.

Dziennikarka zapowiedziała również nowy podcast, który przygotowuje wspólnie z byłym policyjnym analitykiem Markiem Siewertem. Materiał ma ukazać się w połowie sierpnia na kanale YouTube „W Cieniu Śledztwa Szostak”.

– Premiera odbędzie się w połowie sierpnia. Pan Marek Siewert zdradzi wiele tajemnic i omówi wiele mitów, które trzeba obalić. Będzie to analiza policyjna człowieka, który rozwiązał niejedną sprawę. To między innymi sprawa Edyty Wieczorek, zabójstwa w Kredyt Banku czy zabójstwa generała Papały i pana Boguckiego. To właśnie Marek Siewert wykazał, że pan Bogucki był niewinny.

Marcin Najman o polityce i wartościach