Ważna postać dla Polski, Gdańska, Trójmiasta
Karol Wojtyła - przyszły papież Jan Paweł II - urodził się 18 maja 1920 r. w Wadowicach, zmarł 2 kwietnia 2005 r. w Watykanie. Dziś - 2 kwietnia 2025 r. - mija Jego 20. rocznica śmierci.
Karol Wojtyła na papieża został wybrany 16 października 1978 r. Przyjął imię Jan Paweł II. Podczas pontyfikatu ojczysty kraj odwiedził ośmiokrotnie. Z pielgrzymką apostolską na Pomorzu był dwa razy. Do Gdańska, kolebki „Solidarności”, dotarł dopiero po dziewięciu latach - w 1987 r. - od objęcia pontyfikatu (podczas tej pielgrzymki odwiedził także Gdynię, gdzie wygłosił specjalną homilię do ludzi morza). Na tę wizytę długo nie chciały wyrazić zgody władze PRL.
Jan Paweł II był postacią ważną dla całej Polski, ale dla Gdańska i Trójmiasta w szczególności. Jego niezmienne poparcie dla pierwszej “Solidarności” i wolnościowych aspiracji Polaków, osobista relacja łącząca papieża z Lechem Wałęsą, wreszcie słowa, jakie powiedział w 1987 r. na Westerplatte - to wszystko sprawia, że jest jedną z tych postaci, które mają największe zasługi dla upadku PRL i pokojowego odzyskania niepodległości. To, co zaczęło się w sierpniu 1980 roku w Gdańsku okazało się pierwszą kostką “domina”, które doprowadziło do epokowych zmian w Europie i na świecie.
Słowa Jana Pawła II na Westerplatte
Słowa, jakie wypowiedział Jan Paweł II na Westerplatte 12 czerwca 1987 roku miały prawo zapaść w pamięć w pierwszej kolejności mieszkańcom Gdańska. Papież miał wtedy 67 lat.
Mówił do zebranej młodzieży:
“Przyszłość Polski zależy od was i musi od was zależeć. To jest nasza Ojczyzna - to jest nasze „być” i nasze „mieć”. I nic nie może pozbawić nas prawa, ażeby przyszłość tego naszego „być” i „mieć” zależała od nas. Każde pokolenie Polaków, zwłaszcza na przestrzeni ostatnich dwustu lat, ale i wcześniej, przez całe tysiąclecie, stawało przed tym samym problemem, można go nazwać problemem pracy nad sobą, i - trzeba powiedzieć - jeżeli nie wszyscy, to w każdym razie bardzo wielu nie uciekało od odpowiedzi na wyzwanie swoich czasów. Dla chrześcijanina sytuacja nigdy nie jest beznadziejna. Chrześcijanin jest człowiekiem nadziei. To nas wyróżnia, począwszy od tego patriarchy, którego nazywa św. Paweł „ojcem naszej wiary”: uwierzył wbrew nadziei; to nas wyróżnia poprzez Bogarodzicę, o której Elżbieta przy nawiedzeniu powiedziała: „Błogosławiona jesteś, któraś uwierzyła”, po ludzku, wbrew nadziei, uwierzyła, że się stanie, bo w dziejach człowieka działa Bóg. Powiedział Chrystus: „Ojciec mój dotąd działa i Ja działam”. I to miejsce jest także świadkiem wielkiego działania Boga przez ludzi.
Wiemy, że tu, na tym miejscu, na Westerplatte, we wrześniu 1939 roku, grupa młodych Polaków, żołnierzy, pod dowództwem majora Henryka Sucharskiego, trwała ze szlachetnym uporem, podejmując nierówną walkę z najeźdźcą. Walkę bohaterską.
Pozostali w pamięci narodu jako wymowny symbol. Trzeba, ażeby ten symbol wciąż przemawiał, ażeby stanowił wyzwanie dla coraz nowych ludzi i pokoleń Polaków.
Każdy z was, młodzi przyjaciele, znajduje też w życiu jakieś swoje „Westerplatte”. Jakiś wymiar zadań, które musi podjąć i wypełnić. Jakąś słuszną sprawę, o którą nie można nie walczyć. Jakiś obowiązek, powinność, od której nie można się uchylić. Nie można „zdezerterować”. Wreszcie - jakiś porządek prawd i wartości, które trzeba „utrzymać” i „obronić”, tak jak to Westerplatte, w sobie i wokół siebie. Tak, obronić - dla siebie i dla innych”.
Wspólna modlitwa
Kolejnym punktem wizyty papieskiej była wspólna modlitwa z ciężko chorymi w Bazylice Mariackiej. Po opuszczeniu świątyni papież przejechał pod pomnik Poległych Stoczniowców 1970, u stóp którego modlił się samotnie w milczeniu, odgrodzony od wiernych kordonami milicji i funkcjonariuszy służb specjalnych. Choć bez słów, scena ta miała bardzo silną wymowę polityczną.
Po obiedzie i krótkim odpoczynku w kurii biskupiej w Oliwie Ojciec Święty przejechał na Zaspę, by na pasie startowym starego lotniska przewodniczyć mszy św. pontyfikalnej, w której uczestniczyło blisko milion zgromadzonych, najwięcej w całej historii miasta.
Niezapomnieany ołtarz
Niezapomnianym symbolem najważniejszego wydarzenia pielgrzymki w 1987 r. był ołtarz papieski, zaprojektowany przez Mariana Kołodzieja w kształcie niedokończonego statku - „okrętu Kościoła” z trzema masztami-krzyżami oraz mostkiem kapitańskim, z którego papież wygłosił pamiętne pożegnanie kończące wizytę w Gdańsku.
Do dziś praca Mariana Kołodzieja uważana jest za najpiękniejszy i najbardziej oryginalny z wszystkich ołtarzy papieskich, jakie powstały przy okazji ponad stu pielgrzymek Jana Pawła II.
Ołtarz został rozebrany w ciągu kilku dni zaraz po wyjeździe papieża. Fragmenty konstrukcji udało się zachować w budowanym wówczas na Zaspie kościele pw. św. Kazimierza. Po zakończeniu mszy św. pontyfikalnej tysiące jej uczestników sformowały pochód zmierzający w kierunku centrum miasta. Manifestacja została gwałtownie rozpędzona przez Zmotoryzowane Odwody Milicji Obywatelskiej.
Znaczenie obecności Jana Pawła II w Gdańsku porównuje się z jego pierwszą pielgrzymką do Polski w roku 1979. Obie wpłynęły na przebudzenie Polaków do przemian zasługujących na miano przełomowych.
Druga pielgrzymka na Pomorze
Papież odwiedził też Gdańsk w 1999 r. Wówczas to w siedzibie kurii biskupiej w Gdańsku w towarzystwie abp. Tadeusza Gocłowskiego spotkał się z Danutą i Lechem Wałęsami.
Była to najdłuższa pielgrzymka do rodzinnego kraju, trwała 13 dni, podczas której Jan Paweł II odwiedził ponad 20 miast, w tym oprócz Gdańska także Sopot, Pelplin i Elbląg.
Podczas mszy św. na sopockim hipodromie, na którym znowu stanął ołtarz zaprojektowany przez Mariana Kołodzieja papież powiedział:
W tym bowiem mieście przed dziewiętnastu laty narodziła się „Solidarność”. Było to przełomowe wydarzenie w historii naszego narodu, ale także w dziejach Europy. „Solidarność” otworzyła bramy wolności w krajach zniewolonych systemem totalitarnym, zburzyła Mur Berliński i przyczyniła się do zjednoczenia Europy rozdzielonej od czasów II wojny światowej na dwa bloki. Nie wolno nam nigdy tego zatrzeć w pamięci
To wydarzenie należy do naszego dziedzictwa narodowego. Słyszałem wtedy w u od was: „Nie ma wolności bez solidarności”. Dzisiaj wypada powiedzieć: „Nie ma solidarności bez miłości”. Więcej, nie ma przyszłości człowieka i narodu bez miłości, bez tej miłości, która przebacza, choć nie zapomina, która jest wrażliwa na niedolę innych, która nie szuka swego, ale pragnie dobra dla drugich; tej miłości, która służy, zapomina o sobie i gotowa jest do wspaniałomyślnego dawania
Źródło: Gdansk.pl
