19-latek zabił i poćwiartował współlokatora. Potem zażądał od chorej matki okupu za rzekome porwanie

2026-05-14 14:07

31-letni Mateusz padł ofiarą makabrycznej zbrodni ze strony swojego współlokatora. 19-letni Alan G. pozbawił go życia, a potem rozkawałkował ciało kuchennymi nożami. Zwłoki spakował do walizki, wywiózł do zarośli i zakopał w workach. Na tym jednak nie skończył swojego bestialskiego planu, ponieważ postanowił zastraszyć matkę zamordowanego. Zażądał od niej gigantycznego okupu, wmawiając chorej kobiecie, że jej syn został porwany.

Dramatyczna historia rozpoczęła się 24 listopada 2025 roku, kiedy to oficjalnie zgłoszono zaginięcie 31-letniego Mateusza D. Rodzina, przyjaciele oraz koledzy z pracy natychmiast ruszyli na poszukiwania, a do akcji włączyły się odpowiednie służby. Mężczyzna zapadł się pod ziemię: jego telefon milczał, nie było z nim żadnego kontaktu, co budziło ogromny niepokój bliskich, gdyż takie zachowanie zupełnie do niego nie pasowało. Finał tych poszukiwań okazał się tragiczny w nocy z 1 na 2 grudnia 2025 roku, gdy funkcjonariusze odnaleźli martwego 31-latka. Słupska prokuratura początkowo nie zdradzała zbyt wielu szczegółów. Tomasz Nowociński z „Super Expressu” donosił jednak, że błyskawicznie wytypowano pierwszego podejrzanego. Te doniesienia potwierdził dziennikarzom podkomisarz Jakub Bagiński z Komendy Miejskiej Policji w Słupsku.

– Potwierdzam, że policjanci pod nadzorem prokuratora pracowali wieczorem w miejscu znalezienia ciała mężczyzny. Zatrzymano do tej sprawy jedną osobę – podkreślał podkomisarz.

Sonda
Jak oceniasz polski system określania niepoczytalności sprawców, ich późniejszego leczenia i ewentualnego wypuszczenia na wolność?

Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Słupsku, Paweł Wnuk, w wypowiedzi dla Polskiej Agencji Prasowej wyjawił makabryczne szczegóły zbrodni. Ciało 31-latka zostało poćwiartowane, a jego fragmenty zakopano w jednym z lokalnych parków.

– Młody mężczyzna, którego zatrzymaliśmy, jest podejrzany o dokonanie tego zabójstwa – dodawał Wnuk.

19-letni Alan G. rozkawałkował ciało Mateusza. Nosił je w walizce

Z informacji przekazanych przez Radio Gdańsk wynika, że zwłoki zamordowanego 31-latka odnaleziono na terenie słupskiego Parku Kultury i Wypoczynku. Sprawca musiał brutalnie rozczłonkować ofiarę, aby zmieścić fragmenty ludzkiego ciała w walizce, która posłużyła mu do transportu. Podejrzany próbował później puścić ten bagaż z dymem. Głównym oskarżonym w tej sprawie został 19-letni Alan G., dzielący mieszkanie z ofiarą. 3 grudnia 2025 roku policjanci doprowadzili nastolatka do prokuratury, gdzie usłyszał zarzuty morderstwa ze szczególnym okrucieństwem oraz zbezczeszczenia zwłok swojego współlokatora.

Sposób, w jaki śledczy trafili na ślad 19-latka, jest niezwykle kuriozalny. Młody mężczyzna sam przyszedł do słupskiej komendy, by złożyć fałszywe zawiadomienie o przestępstwie. Kłamał, że zaginiony Mateusz rzekomo dopuścił się wobec niego rozboju. Prokuratorzy szybko obalili tę wersję wydarzeń, uznając ją za całkowicie zmyśloną. Co gorsza, Alan G. wykorzystał smartfon zmarłego, by wyłudzić od jego matki okup za rzekome uwolnienie syna. Zażądał 100 tysięcy złotych za pomocą wiadomości SMS, dręcząc niewinną kobietę i dając jej złudną nadzieję na powrót dziecka do domu.

Wyniki sekcji zwłok nie pozostawiały złudzeń: 31-latek zginął od ciosów zadanym nożem, a jego ciało zostało rozczłonkowane dopiero po śmierci.

– Alan G. przyznał się do popełnienia zarzucanych mu czynów i złożył obszerne wyjaśnienia. Wynika z nich między innymi, że motywem zbrodni był rabunek – przekazał później prokurator Paweł Wnuk.

Śledczy ustalili, że agresor po zabójstwie rozkawałkował ciało w łazience za pomocą zwykłych noży kuchennych. Następnie w walizce przenosił szczątki do parku, zakopując je w foliowych workach, by ostatecznie spalić swój bagaż. Zatrzymany 19-latek nie figurował wcześniej w policyjnych rejestrach, jednak jego przeszłość psychiatryczna skłoniła śledczych do zbadania jego poczytalności w momencie ataku. Sąd przychylił się do wniosku o trzymiesięczny areszt tymczasowy dla podejrzanego.

Z ustaleń mediów wynika, że morderca działał w amoku, zadając pięć śmiertelnych ciosów prosto w serce, bez żadnego wyraźnego powodu. Zamordowany Mateusz cieszył się świetną opinią: pracował jako kontroler w strefie płatnego parkowania, był miły, spokojny i niezwykle uczynny. Wynajmował pokój z Alanem, który niedawno wrócił do Polski i początkowo sprawiał wrażenie zwyczajnego chłopaka wchodzącego w dorosłość. 31-latek nie spodziewał się, że ten młody człowiek zgotuje mu tak okrutny los z powodu zwykłej chęci zysku. Sprawca naiwnie wierzył, że perfekcyjnie zatarł ślady i uniknie kary za zabójstwo, poćwiartowanie oraz próbę wyłudzenia pieniędzy, kontynuując po zbrodni normalne życie. Bardzo szybko okazało się jednak, że jego plan był pełen luk.

Chora matka zamordowanego Mateusza dostała SMS z żądaniem okupu

Dziennikarze „Faktu” dotarli do bliskich tragicznie zmarłego 31-latka. Z ich opowieści wyłania się obraz oddanego syna, który był jedynym wsparciem dla cierpiącej na chorobę Parkinsona, przykutej do łóżka matki, pani Lucyny.

– Ja się z tym nigdy nie pogodzę, chyba nawet nie dam rady go pochować. Nie dam rady – mówiła zapłakana w rozmowie z reporterami.

To szefowa Mateusza jako pierwsza zgłosiła jego zaginięcie, gdy nie pojawił się na swojej zmianie i przestał odbierać połączenia. Niedługo później w drzwiach mieszkania rodziny stanęli funkcjonariusze. Zrozpaczona kobieta pokazała im wiadomość, którą rzekomy porywacz wysłał z telefonu jej syna.

- Zapewne nie chcielibyście stracić swojego syna, prawda? Przygotujcie 100 tysięcy złotych w czarnej teczce, by była gotowa na jutro. Jeśli powiadomicie o tym policję, dowiemy się o tym i ta jednorazowa umowa będzie nieważna, nigdy już go nie zobaczycie. Jeśli wszystko zrozumiałe, napisz „tak” – brzmiał SMS, którego wysłał Alan.

Rodzina żyła bardzo skromnie i nie dysponowała tak potężną sumą. Bliscy zachowali jednak trzeźwy umysł i zażądali od nadawcy przesłania zdjęcia, które miało być dowodem na to, że Mateusz faktycznie żyje. Wtedy 19-latek wymyślił nową, zupełnie absurdalną historię o tym, że to 31-latek na niego napadł. Z tą dziurawą legendą stawił się na komendzie, co ostatecznie doprowadziło do jego szybkiego zdemaskowania i aresztowania.

W reportażu wyemitowanym w programie „Uwaga! TV” zdradzono kolejne wstrząsające szczegóły. Pani Lucynie pozostał po synu jedynie ciśnieniomierz, który od niego otrzymała. Mateusz był absolwentem szkoły gastronomicznej w Miastku, a do Słupska przyjechał za pracą. Z kolei Alan G. pochodził z okolic Gdańska, a do mieszkania 31-latka wprowadził się zaledwie kilka miesięcy wcześniej. 19-latek nie miał stałego zajęcia, utrzymywała go matka mieszkająca na stałe w Holandii. Z ojcem w ogóle nie utrzymywał kontaktu. Reporterzy stacji ustalili, że relacje między lokatorami były bardzo napięte. Znajomi zmarłego twierdzili, że nastolatek notorycznie kradł rzeczy Mateusza, w tym nawet buty, i zupełnie nie dbał o porządek.

Sytuacja w mieszkaniu była na tyle zła, że inni wynajmujący domagali się wyrzucenia Alana. Mateusz chciał nawet założyć zamek w drzwiach do swojego pokoju, ale nie dostał na to zgody od właściciela nieruchomości. Brat 31-latka, pan Maciej, podkreślał, że ofiara była niezwykle lubiana w towarzystwie i kochała zwierzęta. Niestety, współlokator okazał się bezwzględnym oprawcą. Zabezpieczone telefony dostarczyły makabrycznych dowodów w postaci zdjęć i nagrań z momentu zbrodni, które sprawca osobiście rejestrował.

– W pamięci jednego z telefonów ujawniliśmy materiały, które dokumentowały przebieg bardzo tragicznych, makabrycznych wydarzeń – potwierdził prokurator Paweł Wnuk przed kamerami TVN-u.

Prokurator zdradził również, że aresztowany sam zaprowadził policjantów do parku, w którym zakopał zwłoki. Dystans od mieszkania wynosił zaledwie kilka minut marszu. Sprawca musiał jednak pokonać tę trasę cztery razy, ponieważ poćwiartowane fragmenty ciała nie mieściły się w jednej walizce. Po upiornym pochówku najzwyczajniej w świecie wrócił do swojego łóżka i poszedł spać.

Lewa ręka znaleziona w śmietniku. Alan G. na obserwacji psychiatrycznej

17 grudnia 2025 roku policja natrafiła na kolejne przerażające znalezisko. W okolicach wiaty śmietnikowej przy ulicy Moniuszki zabezpieczono ludzką lewą rękę. Funkcjonariusze od razu założyli, że to kolejny fragment ciała brutalnie zamordowanego 31-latka, a szczątki błyskawicznie trafiły do badań patomorfologicznych.

W sieci natychmiast ruszyła zrzutka na rzecz osieroconej rodziny, w tym chorej pani Lucyny. Organizatorzy zbiórki podkreślili, że najbliżsi nie są w stanie samodzielnie sfinansować kosztów pogrzebu, a tragiczna śmierć Mateusza pozostawiła w ich sercach ogromną wyrwę. Zebrane fundusze mają również pomóc w kosztownym leczeniu matki zamordowanego mężczyzny.

– Koszty pogrzebu i ostatniego pożegnania znacznie przekraczają ich możliwości finansowe. Odejście Mateusza złamano serca najbliższych i pozostawiło ich w głębokiej żałobie, z którą trudno im się zmierzyć – napisano w opisie zbiórki.

Wobec 19-letniego Alana G. rozszerzono listę zarzutów. Będzie sądzony nie tylko za wyjątkowo okrutne morderstwo i zbezczeszczenie ciała, ale też za próbę wymuszenia pieniędzy od matki ofiary oraz składanie fałszywych zeznań. Kluczowa będzie jednak ocena jego stanu zdrowia psychicznego. Biegli psychiatrzy po pierwszym badaniu nie potrafili jednoznacznie określić, czy 19-latek wiedział, co robi. Właśnie dlatego sąd wysłał go na czterotygodniową, stacjonarną obserwację do specjalistycznego ośrodka zamkniętego w Jarosławiu.

Tam specjaliści przez miesiąc będą drobiazgowo analizować jego zachowanie. Wynik tej ekspertyzy zdecyduje o dalszych losach oprawcy ze Słupska. Jeżeli lekarze uznają go za poczytalnego, może resztę swojego życia spędzić w celi więziennej. Z kolei w przypadku orzeczenia o niepoczytalności, najprawdopodobniej zostanie odizolowany w specjalistycznym, rygorystycznie strzeżonym zakładzie psychiatrycznym. Przepisy mówią jasno: za zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem sprawcy grozi nawet dożywotnie pozbawienie wolności.

Pokój Zbrodni - Śledził i zabił nauczycielkę