Spis treści
Czujność i gotowość do obrony
Zamieszanie w jednej z parafii na gdańskiej Oruni rozpoczęło się od telefonu zaniepokojonej wiernej. Kobieta zaalarmowała proboszcza, że po okolicy krąży nieznajomy duchowny, który zapowiada wizyty w domach. Ponieważ w tej wspólnocie nie praktykowano wcześniej takich niezapowiedzianych odwiedzin, sytuacja natychmiast wzbudziła podejrzenia mieszkańców.
Proboszcz, mając na uwadze doniesienia z całego kraju o fałszywych księżach wyłudzających pieniądze, zalecił wiernym zachowanie szczególnej ostrożności. Ostrzeżenie o możliwych naciągaczach podszywających się pod osoby duchowne seniorki potraktowały jako priorytet i postanowiły nie dać się oszukać.
Młody kapłan w ogniu podejrzeń
Kilka dni później do drzwi jednego z mieszkań zapukał ksiądz Kuba. Młody kapłan, który dopiero zaczynał posługę w parafii, chciał odwiedzić starszych i chorych parafian, by się przedstawić. Niestety, brak wcześniejszej zapowiedzi wizyty okazał się błędem. Gospodynie, widząc w progu nieznajomą twarz, natychmiast przypomniały sobie o zagrożeniu. Nawet sutanna i koloratka nie przekonały kobiet, że mają do czynienia z prawdziwym duszpasterzem.
Relacja opublikowana przez parafię w mediach społecznościowych nie pozostawia złudzeń co do determinacji mieszkańców. Kobiety podniosły głos i kategorycznie zażądały, by mężczyzna opuścił ich posesję. Czekał nawet przygotowany kij, który miał posłużyć do fizycznej obrony przed rzekomym intruzem.
Wyjaśnienie niefortunnej pomyłki
Finał historii rozegrał się chwilę później podczas rozmowy telefonicznej z proboszczem. Jedna z parafianek dumnie poinformowała przełożonego wspólnoty, że skutecznie przepędziła oszusta. Dopiero wtedy wyjaśniło się, że rzekomym naciągaczem był nowy wikariusz. Choć do pomyłki doszło ponad półtora roku temu, gdańska parafia ponownie zdecydowała się podzielić tą anegdotą w sieci.