Ranna sarna w Gdańsku. Straż Miejska zostawiła ją na mrozie?
W niedzielę, 15 lutego, około godz. 22.00 do Ośrodka Okresowej Rehabilitacji Zwierząt „Jelonki” trafiła sarna. Zwierzę zostało znalezione na terenie ogródków działkowych przy ul. Gronostajowej w Gdańsku.
Jak poinformował ośrodek w mediach społecznościowych, z relacji świadków wynikało, że sarna zaplątała się w ogrodzeniową siatkę. Na miejsce wezwano Straż Miejską. Funkcjonariusze uwolnili zwierzę i ocenili jego stan.
Okazało się, że zwierzę doznało poważnego, otwartego złamania kończyny – kość była widoczna na zewnątrz, a dolna część nogi utrzymywała się jedynie na fragmencie skóry. Sarna silnie krwawiła, była w ogromnym bólu i znajdowała się w stanie skrajnego wyczerpania oraz stresu pourazowego.
- Mimo oczywistego, ciężkiego i zagrażającego życiu urazu, funkcjonariusze Straży Miejskiej odstąpili od dalszych czynności, nie wezwali lekarza weterynarii, nie zabezpieczyli zwierzęcia ani nie przekazali go do żadnego ośrodka rehabilitacji. Z relacji świadków wynika, że stwierdzili oni, iż „natura sobie poradzi”, po czym odjechali z miejsca zdarzenia, pozostawiając ciężko ranne, krwawiące zwierzę bez jakiejkolwiek pomocy przy minusowych temperaturach - relacjonują pracownicy ośrodka.
Ranna sarna cierpiała godzinami. „Złożyliśmy zawiadomienie na policję”
Według relacji ośrodka, zwierzę mogło przez wiele godzin nie otrzymać żadnej pomocy. Dopiero zaangażowanie i determinacja osób postronnych, które bez wsparcia służb podjęły próbę jego odłowienia, pozwoliły na zabezpieczenie rannej sarny i przewiezienie jej do Ośrodka Okresowej Rehabilitacji Zwierząt „Jelonki”.
- Panie które przywiozły sarnę były roztrzęsione przemoczone zmarznięte i przerażone reakcją służb które powinny udzielić pomocy zwierzęciu. My dziś (16 lutego - red.)złożyliśmy zawiadomienie na policję o popełnieniu przestępstwa, mamy nadzieję że zostaną wyciągnięte konsekwencje wobec Strażników Miejskich w Gdańsku - czytamy.
Straż Miejska odpiera zarzuty ws. rannej sarny. Przedstawia swoją wersję wydarzeń
Straż Miejska w rozmowie z „Dziennikiem Bałtyckim” przedstawiła zupełnie inny przebieg zdarzeń. Jak poinformowała rzeczniczka gdańskiej straży miejskiej Monika Domachowska, interwencja w dniu 15 lutego miała trwać około dwóch godzin, a funkcjonariusze w tym czasie uwolnili zwierzę z ogrodzenia.
Z jej relacji wynika, że sarna była zakleszczona w siatce i miała złamaną nogę. Strażnicy mieli ją oswobodzić i planowali poczekać na przyjazd myśliwego, który miał zdecydować o dalszym postępowaniu. Ostatecznie jednak ranne zwierzę samo uciekło z miejsca zdarzenia.
- Być może zwierzę z czasem opadło z sił, dlatego innym osobom udało się je złapać. Funkcjonariusze nie zostawili sarny bez pomocy, nie powiedzieli, że sama sobie poradzi - relacjonuje rzeczniczka gdańskiej straży miejskiej Monika Domachowska, w rozmowie z "Dziennikiem Bałtyckim".
Obecnie uratowana sarna poddawane jest dalszej diagnostyce.