Lechia Gdańsk - Raków Częstochowa 1:2 (1:1) (Bobcek (k.)) 10' - Repka 20', Braut Brunes 90+3'
Lechia Gdańsk: Paulsen - Wójtowicz (86' Kłudka), Diaczuk, Rodin, Vojtko - Mena, Kapić, Żelizko, Sezonienko, Ćirković - Bobcek.
Raków Częstochowa: Zych - Dawidowicz, Racovitan, Svarnas - Tudor (72' Amorim), Bulat (83' Ojo), Repka, Makuch (72' Ivi Lopez), Brusberg (46' Pieńko), Jean Carlos Silva (83' Rocha) - Braut Brunes.
Sędzia: Koki Nagamine
Widzów: 17 208
Braut Brunes na zwycięstwo! Thriller w Gdańsku. Relacja z meczu Lechia - Raków
Spotkanie 30. kolejki PKO BP Ekstraklasy miało być emocjonujące i rzeczywiście, te teorie się sprawdziły. Przedstawiciele ligi chwalili się, że w każdym z 7 ostatnich meczów między tymi zespołami padały minimum 3 gole i do tego poziomu piłkarze dostosowali się także w sobotni wieczór. Zaczęło się jak u Hitchocka, od trzęsienia ziemi. W 8. minucie Repka sfaulował w polu karnym Sezonienkę i arbiter z Azji podyktował "jedenastkę" dla Lechii. Najlepszy strzelec gospodarzy Tomas Bobcek strzelił w środek bramki, a Zych nie odbił futbolówki.
Środkowy pomocnik Rakowa nie zamierzał się załamywać i w 20. minucie odkupił winy. Jego uderzenie odbiło się od rywala i ominęło golkipera gospodarzy. Piłkarze obu drużyn walczyli ze sobą i murawą, ale mimo to nie było to najgorsze spotkanie z Ekstraklasą w naszym życiu. W pierwszej połowie na 2:1 powinien trafić Kacper Sezonienko, ale w dogodnej sytuacji fatalnie się pomylił i nawet nie zatrudnił Oliwiera Zycha. W samej końcówce drugiej części spotkania do bramek trafiali rezerwowy Adriano Amorim i Matej Rodin, ale w obu przypadkach arbitrzy słusznie goli nie uznali.
W 93. minucie dał o sobie znać instynkt Jonatana Brauta Brunesa. Ten człowiek zdążył już przyzwyczaić do takich scen na polskich boiskach. Norweski napastnik Rakowa najlepiej odnalazł się przed bramką Paulsena i zamienił nieudany strzał Ojo na zwycięską bramkę dla podopiecznych Łukasza Tomczyka. Tym samym najlepszy snajper przyjezdnych odarł kibiców Lechii ze złudzeń. Puchary odjechały "Biało-Zielonym". Ludzie Johna Carvera muszą się skupić na utrzymaniu w elicie, które przy tak wyrównanej lidze wciąż nie jest pewne. Lechia może sobie pluć w brodę, w sobotę nie była gorsza od Częstochowian, ale nie wykorzystała swoich momentów.