Spis treści
Jolanta K. próbowała uciec od męża. Tomasz nie akceptował rozwodu
Na początku ich związek sprawiał wrażenie szczęśliwego, jednak z czasem relacje między Jolantą i Tomaszem zaczęły się pogarszać. Kłótnie stawały się coraz częstsze, a znajomi zauważali, że mężczyzna publicznie obrażał i upokarzał żonę. Był również bardzo zazdrosny i próbował kontrolować każdy aspekt jej życia. Jolanta prowadziła własny salon kosmetyczny i z powodzeniem rozwijała firmę, co – według relacji bliskich – budziło frustrację Tomasza. Mimo narastających problemów kobieta długo próbowała ratować małżeństwo, jednak z biegiem czasu konflikty tylko się nasilały.
- Znajomi zaczęli dostrzegać, że Jolanta jest przygaszona, mocno zestresowana ciągłymi napięciami z mężem. W 2023 roku sytuacja ta jeszcze bardziej eskalowała do tego stopnia, że Jolanta w końcu podjęła decyzję o rozstaniu. Robi to ze względu na własne bezpieczeństwo. I z uwagi na własne bezpieczeństwo podjęła również decyzję o wyprowadzce – tłumaczyła Justyna Mazur-Kudelska w podcaście „Piąte nie zabijaj”.
Po rozstaniu małżonkowie zamieszkali osobno, a Jolanta rozpoczęła procedurę rozwodową. Tomasz nie potrafił zaakceptować jej decyzji. Zaczął nachodzić kobietę zarówno w salonie kosmetycznym, jak i pod nowym adresem, pojawiając się nawet nocą. W 2023 roku 31-latka odkryła przebite opony w swoim samochodzie i od razu nabrała podejrzeń wobec byłego partnera. Zawiadomiła policję, która wszczęła postępowanie. Wkrótce potem Tomasz K. trafił na obserwację do szpitala psychiatrycznego, jednak pobyt w placówce nie wpłynął na jego zachowanie. Z czasem groźby zaczął kierować nie tylko wobec Jolanty, ale również członków jej rodziny.
Tragiczny wypadek na przejeździe kolejowym. Samochód Jolanty K. pod pociągiem
10 stycznia 2024 roku zapowiadał się dla Jolanty jak każdy inny dzień. Rano otworzyła swój salon kosmetyczny i rozpoczęła pracę. Wieczorem miała odezwać się do przyjaciół, jednak niespodziewanie kontakt z nią urwał się. W tym samym czasie media poinformowały o śmiertelnym wypadku na przejeździe kolejowym na Kaszubach.
Około godz. 20.40 w Mezowie pociąg relacji Kartuzy–Gdańsk uderzył w niebieską skodę fabię stojącą na niestrzeżonym przejeździe. Zniszczenia auta były ogromne. Ratownicy znaleźli za kierownicą ciało kobiety. Niedługo później ustalono, że pojazd należał do Jolanty K., a wiadomość o tragedii błyskawicznie dotarła do jej rodziny i przyjaciół.
- Jej przyjaciółka, pani Karolina otrzymała od koleżanki link do artykułu o zdarzeniu na torach. Kiedy go otwiera, po prostu zamiera. Na zdjęciach z miejsca wypadku rozpoznała znajomy samochód. Natychmiast próbowała dodzwonić się do Jolanty, ale telefon milczał. Był wyłączony. Z rosnącym niepokojem skontaktowała się z siostrą Jolanty i niestety ta potwierdziła najgorsze obawy, że ofiarą tego wypadku w istocie jest Jolanta – tłumaczyła Justyna Mazur-Kudelska.
Tomasz K. upozorował wypadek. Krew w samochodzie i salonie Jolanty
Na początku śledczy zakładali, że doszło do nieszczęśliwego wypadku. Rozważano, że Jolanta mogła nie zauważyć nadjeżdżającego pociągu lub że jej samochód unieruchomił się na torach. Wkrótce jednak pojawiły się dowody, które całkowicie zmieniły kierunek prowadzonego śledztwa.
W samochodzie należącym do 31-latki zabezpieczono ślady krwi, a kolejne znaleziono w jej salonie kosmetycznym. Nagrania z monitoringu oraz wyniki badań DNA doprowadziły śledczych do wniosku, że kobieta została zamordowana jeszcze przed znalezieniem auta na przejeździe. Pozostawienie pojazdu na torach miało jedynie upozorować tragiczny wypadek i utrudnić wykrycie sprawcy.
Według ustaleń prokuratury Tomasz K. pojawił się w salonie żony z młotkiem i zadał jej 11 ciosów trzonkiem, zabijając ją na miejscu. Następnie ukrył ciało w bagażniku samochodu i przewiózł je na przejazd kolejowy w Mezowie. Tam posadził martwą kobietę za kierownicą i pozostawił auto na torach, licząc, że zderzenie z pociągiem zatrze ślady zbrodni i zostanie uznane za nieszczęśliwy wypadek.
Po zatrzymaniu Tomasz K. przyznał się do zabójstwa. Biegli stwierdzili, że w chwili popełnienia zbrodni był poczytalny, a jego działania miały charakter zaplanowany. Śledczy uznali, że motywem była niezgoda na rozpad małżeństwa i decyzję Jolanty o odejściu.
Dożywocie dla mordercy z Kaszub. Sąd podwyższył wyrok dla Tomasza K.
W grudniu 2025 roku Sąd Okręgowy w Gdańsku skazał Tomasza K. za zabójstwo żony, sprowadzenie katastrofy w ruchu lądowym oraz zniszczenie mienia. Za wszystkie zarzucane mu czyny wymierzono karę 26 lat pozbawienia wolności.
- Nikt nie bierze młotka na rozmowę z żoną. To była zbrodnia zaplanowana – mówił sędzia.
Choć oskarżony przyznał się do zabójstwa, zarówno w śledztwie, jak i przed sądem próbował – zdaniem składu orzekającego – pomniejszać swoją odpowiedzialność. Oprócz kary więzienia został zobowiązany do wypłaty wysokich zadośćuczynień rodzinie Jolanty. Jej rodzice otrzymają po 150 tys. zł, natomiast czworo pozostałych bliskich po 100 tys. zł.
29 czerwca 2026 roku zapadł prawomocny wyrok Sądu Apelacyjnego w Gdańsku. Po rozpoznaniu apelacji wniesionych przez prokuraturę i rodzinę zamordowanej kobiety sąd uznał, że Tomasz K. działał z pełną premedytacją i nie ma podstaw do złagodzenia kary. W efekcie wcześniejszy wyrok 26 lat więzienia został zmieniony na karę dożywotniego pozbawienia wolności.