„To zasługa nas wszystkich”. Łatwogang po 53 godzinach jazdy dotarł do Gdańska i zebrał ponad 20 mln zł
Tłumy ludzi, race, fajerwerki i ogromne emocje czekały na Łatwoganga w Gdańsku. Influencer po ponad 53 godzinach niemal nieprzerwanej jazdy rowerem dotarł z Zakopanego nad morze, kończąc niezwykłą akcję charytatywną dla ciężko chorych dzieci. Dzięki transmisji z trasy udało się zebrać ponad 20 milionów złotych.
Łatwogang wystartował z Zakopanego w piątek po godzinie 16. Celem wyprawy była pomoc dla trzech chłopców chorujących na dystrofię mięśniową Duchenne’a — Maksa, Adasia i Wojtka. Do Gdańska dotarł w niedzielę, 24 maja po godzinie 21. W sumie przejechał blisko 670 kilometrów.
Na mecie influencer podkreślał jednak, że sukces zbiórki to zasługa wszystkich osób, które wpłacały pieniądze i śledziły transmisję.
- Każda osoba, która tu stoi zasługuje na takie samo uznanie, jak ja. Każda osoba, która wpłaciła pieniądze, która oglądała transmisję. Tych dwudziestu milionów ja nie wpłaciłem. Nie wpłaciła tego jedna osoba. Każdy z nas wpłacił 5, 10 zł i dzięki temu uratowaliśmy kilka żyć. Każdy z nas jest równy. Pokazujemy, że Polacy są najlepszymi ludźmi na całym świecie - mówił Łatwogang w Gdańsku.
Tysiące ludzi czekały na Łatwoganga w Gdańsku
Do rogatek Gdańska Piotrek, znany w internecie jako Łatwogang, dotarł dokładnie o godzinie 21:14. Cała podróż, bez snu i dłuższego odpoczynku, zajęła mu prawie 53 godziny. Na miejscu czekały tysiące osób, które przez ostatnie dni śledziły jego trasę na żywo w internecie. Transmisję oglądały dziesiątki tysięcy widzów.
- Wspieramy całym sercem. Od rana transmisja była oglądana, pieniądze były wpłacane. Od razu wpadliśmy na pomysł, żeby przyjechać tutaj z Elbląga wspierać - mówił z rozmowie z Radiem Eska jeden z wspierających akcję.
- Relację oglądaliśmy i stwierdziliśmy, że teraz też nie może nas tutaj zabraknąć. Była szybka decyzja, żeby przyjechać. Bez żadnego zastanawiania się. Wspieramy, szczególnie, że wiemy jak ciężka jest droga tych chorych dzieci - dodał kolejny.
Rodzice Maksa nie kryli wzruszenia. "Nie liczyliśmy na taki odzew"
Na finiszu, Piotrkowi towarzyszli między innymi rodzice Maksa, dla którego rozpoczęła się pierwsza zbiórka.
- Jeszcze teraz to do nas nie dociera. Jesteśmy troszeczkę zmęczeni. ale gdy w ogóle dowiedzieliśmy się, że Piotrek (Łatwogang - red.) chce pomóc Maksowi, nie liczyliśmy na aż tak wielki odzew - mówił tata Maksa.
- Niedowierzanie. Po sukcesie pierwszej akcji dostaliśmy bardzo dużo maili. To, że udało to się akurat nam to naprawdę jest cud. Dziękujemy z całego serca, jesteśmy dozgonnie wdzięczni - dodała mama 8-latka.
Jeszcze w niedzielny poranek udało się osiągnąć pierwszy cel zbiórki — 12 milionów złotych dla Maksa Trockiego, który cierpi na dystrofię mięśniową Duchenne’a (DMD). Następnie rozpoczęły się kolejne zbiórki.
4-letni Adaś Orlik z Morzyczyna pod Szczecinem również choruje na DMD — śmiertelną chorobę genetyczną powodującą stopniowy zanik mięśni i odbierającą dzieciom sprawność.
Pomocy potrzebuje także 2-letni Wojtuś, który również walczy z dystrofią mięśniową Duchenne’a. Rodzina chłopca zbiera 15,4 miliona złotych na terapię genową w USA. Przez siedem miesięcy udało się zebrać jedynie 65 tysięcy złotych, dlatego czas ma tutaj ogromne znaczenie.