Tragedia w Ustce
Jak we wtorek, 27 stycznia informował oficer prasowy słupskiej policji podkom. Jakub Bagiński, dzień wcześniej 44-letni funkcjonariusz Służby Ochrony Państwa zaatakował nożem swoją rodzinę w mieszkaniu w Ustce. W wyniku odniesionych ran zmarła czteroletnia dziewczynka, pięć osób zostało rannych, w tym napastnik.
Zgłoszenie o awanturze w jednym z mieszkań przy ul. Bałtyckiej policjanci otrzymali w poniedziałek ok. godz. 21:30. Na miejscu obezwładnili agresywnego 44-latka. Ranne osoby zostały przewiezione do szpitali, w tym, w asyście policjantów, zatrzymany napastnik.
Prok. Patryk Wegner poinformował, że Prokuratura Okręgowa w Słupsku wszczęła śledztwo w sprawie. W środę planowane jest przedstawienie mężczyźnie zarzutów.
Czytaj również: Tragiczny atak w Ustce. Prokuratura ujawnia nowe szczegóły dotyczące stanu ofiar
Sąsiedzi wstrząśnięci dramatem w Ustce
We wtorek na miejsce zdarzenia udał się reporter "Super Expressu", który rozmawiał z sąsiadami z ul. Bałtyckiej. Cała okolica jest w szoku, mieszkańcy nie rozumieją, jak mogło dojść do tak ogromnej tragedii. - Złoty człowiek! Do rany przyłóż. Zawsze uśmiechnięty. Często tu przyjeżdżali - usłyszał dziennikarz od jednego z przechodniów. - Widziałem ich w niedzielę, jak szli za rękę. Aż miło było patrzeć. Jego żona to dobra kobieta, teściowa pielęgniarka. Jej rodzice też porządni ludzie. Teść był kierowcą - dodał sąsiad.
Inna sąsiadka podkreśliła natomiast, że "do dziś płacze". - Taka tragedia! Ta dziewczynka... Co ona była winna? Co się teraz z ludźmi dzieje? Takie kochające się małżeństwo - powiedziała.
Czytaj również: Tragedia w Ustce. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji zdradza szczegóły o funkcjonariuszu SOP