Tak dawniej nazywano kobiety i mężczyzn. Znaczenie słów zmieniało się przez wieki
Dziś przedstawicieli ludzkiego gatunku płci męskiej i żeńskiej nazywamy mężczyzną i kobietą. Nie ma w tym nic nadzwyczajnego – tak jest i tyle. Jednak nie zawsze tak było! Najstarszymi słowiańskimi odpowiednikami tych dwóch słów były „mąż” i „żona”, które wówczas wcale nie oznaczały małżonków. Słowo „małżeństwo” pojawiło się w języku polskim dopiero w pierwszej połowie XV wieku i powstało z połączenia tych dwóch określeń: „mąż” – oznaczającego osobnika płci męskiej – oraz „żona” – osobnika płci żeńskiej. Z czasem jednak znaczenie obu słów zawęziło się i zaczęto używać ich wyłącznie w odniesieniu do małżonków.
Dama, która nie należała jeszcze w pełni do rodu, nazywana była niewiastą, a z czasem w staropolszczyźnie, już po zawarciu związku małżeńskiego, określano ją mianem białogłowy – od białego czepca, który mężatki nosiły na głowie. Nie oznacza to jednak, że w języku polskim nie występowało słowo „kobieta”. Pojawiło się ono w mowie już w XVI wieku i przez następne dwa stulecia funkcjonowało wyłącznie jako... wulgaryzm.
To słowo było kiedyś obelgą. Z czasem całkowicie zmieniło swoje znaczenie
Jakich wulgaryzmów używali Polacy kilkaset lat temu? Wszystko zależało od sytuacji i kontekstu. Jeśli chciano obrazić jakąś panią, nazywano ją właśnie kobietą – słowem, które w tamtych czasach miało pogardliwy i wyraźnie obraźliwy charakter.
W literaturze sowizdrzalskiej używano go jako określenia prześmiewczego, a jednocześnie uwłaczającego. Pierwotnie nazywano w ten sposób najemnicę, kobietę o niskiej pozycji społecznej. Zazwyczaj pochodzącą ze wsi i zajmującą się prostymi pracami fizycznymi. Pochodzenie tego określenia wiązane jest z nazwami umaszczenia zwierząt gospodarskich, przede wszystkim bydła: „kobielaty wół” czy „kobielata krowa”.
Dopiero mniej więcej w XVIII wieku słowo to zmieniło swoje znaczenie, a w XIX trafiło do słowników jako neutralne określenie osoby płci żeńskiej. Odwrotny proces zaszedł natomiast w przypadku słowa „dziw*a”, które w XVI wieku oznaczało po prostu młodą dziewczynę lub córkę. Obecnie określenie to jest wulgaryzmem i używa się go przede wszystkim w celu obrażenia osoby, wobec której zostało użyte.
Tak przed wiekami obrażano mężczyzn. Niektóre wulgaryzmy przetrwały do dziś
Jak natomiast w obraźliwy sposób nazywano w dawnych czasach mężczyznę? Tu nie ma większego zaskoczenia. Uwłaczano jego pozycji podobnie jak obecnie, odnosząc się do jego pochodzenia - nazywając go osobą z nieprawego łoża. Gdy mniej więcej w XIV wieku w polszczyźnie pojawiło się słowo „ku*wa”, wkrótce zaczęły powstawać całe obraźliwe sformułowania z jego użyciem. Dla przykładu „ku*wie macierze syn”, które następnie przerodziło się w „ku*wy macierze syn”. Obecnie funkcjonuje już niemal tylko w formie skróconej – „sku*wysyn”.
Kolejnym przykładem jest sformułowanie „ku*wa twoja mać” („mać” w dawnej polszczyźnie i niektórych gwarach było standardowym określeniem matki). Wyrażenie to przetrwało do dziś, choć przede wszystkim w skróconej formie „ku*wa mać”. Z czasem straciło również swój pierwotny kontekst. Obecnie najczęściej nie jest kierowane do konkretnej osoby w celu jej obrażenia, lecz stanowi przekleństwo używane pod wpływem złości.
Za obrazę można było słono zapłacić. Takich słów lepiej było nie używać w dawnych czasach
Według źródeł historycznych przytaczanych przez portal Histmag.org pierwsze z wyżej wymienionych sformułowań było na tyle obraźliwe, że za jego użycie groziła kara w wysokości 40 grzywien. Dokładnie taka sama kara obowiązywała w przypadku innych wulgaryzmów uznawanych za równie obraźliwe. Były to m.in. „wyleganiec”, „wyleganica”, „pokrzywnik” czy „bajstruk”.
A to nie koniec dawnych wulgaryzmów, które dziś już nie funkcjonują w języku polskim. Obrażano również, nazywając kogoś „szelmą”, „hundsfotem”, „psiarzem”, „szalbierzem”, „tłukiem” czy „machlerzem”. Za obelgę uznawano także nazwanie kogoś „Mazurem”, „świniarzem”, „murwą” lub „przechodką”.