Nauczycielka z Gdańska straciła syna na wojnie w Ukrainie
24 lutego 2022 r., gdy Rosja pełnoskalowo zaatakowała Ukrainę, cała Europa obudziła się w nowej rzeczywistości. Cztery lata później, mimo dramatycznej szczególnie zimą sytuacji, Ukraińcy nadal odważnie bronią się przed atakami, niezmiennie szukając pomocy u zachodnich partnerów. Wielu obrońców kraju zginęło, oddając życie za ojczyznę.
Jedną z ofiar wojny jest 29-letni Władysław Haritoniuk, którego mama, pani Julia od 2022 r. pracuje jako nauczycielka w IX Liceum Ogólnokształcącym w Gdańsku. Lokalna społeczność dowiedziała się o jej dramatycznej stracie na początku sierpnia 2025 r., gdy przedstawiciele wspomnianej szkoły opublikowali w mediach społecznościowych wstrząsający wpis. "Z głębokim smutkiem dzielimy się bolesną wiadomością, która dotarła do naszej szkolnej społeczności. W walce o wolność Ukrainy zginął syn naszej nauczycielki, pani Julii Haritoniuk - Władysław Petrovich Haritoniuk, żołnierz i obrońca ojczyzny. [...] Wieczna pamięć dla Bohatera" - czytamy w poście.
Jak opowiedziała w rozmowie z "Faktem" pani Julia, gdy wybuchła wojna, jej syn pracował w Polsce. Szybko zdecydował się jednak wrócić do Ukrainy i wstąpić do wojska. - Nikt z nas nie był świadomy, co tak naprawdę się zaczyna. Nikt z nas nie wiedział, co to będzie i ile czasu potrwa. Ja do końca nie wierzyłam, że ludzkość jest na takim poziomie, żeby mogła zacząć się wojna. Jako matka prosiłam go, ale był dorosły i podjął swoją decyzję. Do wojska zgłosił się 3 marca 2022 r. Trzy i pół roku był na pierwszej linii frontu. Modliliśmy się każdego dnia za niego... - powiedziała.
"Chciałabym, żeby to wszystko się skończyło, żeby nie ginęli ludzie"
Pani Julia podkreśliła, że jej syn był mądrym, wykształconym człowiekiem. Miał plany, marzenia, chciał poślubić swoją narzeczoną. Niestety, wojna, której końca wyczekiwał, odebrała mu wszystko. - Chciałam, żeby był nauczycielem historii, ale wojna go zmieniła. Front go zmienił. Przyznał mi później, że zostanie wojskowym. Niedawno byłam w Ukrainie. Odbierałam najwyższe wojskowe odznaczenie dla mojego syna. Kiedy mu je przyznawano, jeszcze żył, ale nie zdążyli mu o tym powiedzieć. Teraz znów został odznaczony, za męstwo, ale już po śmierci - dodała kobieta.
Pani Julia powiedziała też, że nie zamierza się poddać, bo jej ukochany syn by tego nie zrobił. Pytana, co chciałaby przekazać Putinowi, odpowiedziała: "Czekam aż umrze, może coś się zmieni". - Czekam na koniec wojny. Chciałabym, żeby to wszystko się skończyło, żeby nie ginęli ludzie. Żeby te wszystkie rozmowy o pokoju przyniosły skutek, bo na razie oni rozmawiają, ale rakiety nadal lecą. Żebyśmy zaczęli zmierzać w stronę pokoju. Wierzę, że to nastąpi. Wierzę, bo chce się wierzyć w coś dobrego. Jestem bardzo wdzięczna Polakom, że od początku wojny okazali nam tak ogromne wsparcie. Każdego dnia o tym pamiętam i za to dziękuję - zaznaczyła.
Źródło: "Fakt"
Warszawa w pierwszych dniach po rosyjskiej inwazji na Ukrainę - zobacz archiwalne zdjęcia: