Spis treści
- Zaginięcie Iwony Wieczorek pod lupą Archiwum X. Przesłuchano kilkadziesiąt osób
- Ostatnie chwile Iwony Wieczorek. Co spotkało 19-latkę na drodze do domu?
- Prokuratura weryfikuje ustalenia. Paweł P. i Patryk G. pod lupą organów ścigania
- Zbrodnia poza Parkiem Reagana? Aldona Błaszczyk-Szostak o zaginięciu Iwony Wieczorek
Zaginięcie Iwony Wieczorek pod lupą Archiwum X. Przesłuchano kilkadziesiąt osób
W ostatnim czasie postępowanie dotyczące zaginięcia mieszkanki Gdańska ponownie wyraźnie przyspieszyło. Policjanci z krakowskiego Archiwum X, przy wsparciu funkcjonariuszy warszawskiego Wydziału do Walki z Terrorem Kryminalnym i Zabójstwami, prowadzili rozległe czynności w terenie. Prokuratura Krajowa przekazała, że podczas działań używano między innymi georadarów, a eksperci sporządzili ważną opinię odnoszącą się do jednej z głównych wersji śledczych. W ciągu dwóch ostatnich miesięcy przesłuchano także kilkadziesiąt osób, w tym ludzi z bliskiego otoczenia zaginionej. Ze względu na interes prowadzonego postępowania prokuratura nie ujawnia jednak szczegółów tych działań.
Ostatnie chwile Iwony Wieczorek. Co spotkało 19-latkę na drodze do domu?
Szesnaście lat temu, w nocy z 16 na 17 lipca, Iwona Wieczorek spędzała czas w sopockim Dream Clubie razem ze znajomymi. W grupie znajdowali się nieco starszy Paweł, jego dwaj koledzy oraz 17-letnia sąsiadka Iwony, Adria. Wieczór zakończył się jednak w napiętej atmosferze. Iwona była wyraźnie przygnębiona i nie miała ochoty dalej bawić się z towarzystwem. Gdy znajomi opuścili klub, 19-latka odmówiła powrotu taksówką razem z koleżanką i zdecydowała się przejść pieszo do domu w Gdańsku. Po pokonaniu wielu kilometrów o godzinie 4.12 zarejestrowała ją kamera przy wejściu na plażę nr 63 w Jelitkowie. Znajdowała się wówczas zaledwie około 1,5 kilometra od domu. Nadal nie wiadomo, co wydarzyło się na ostatnim fragmencie jej drogi. Prawdę mogą znać jedynie osoby odpowiedzialne za jej zniknięcie.
Pierwsze działania policji były obarczone poważnymi błędami, a także w kolejnych latach śledztwa dochodziło do zaniedbań. Jednym z przykładów było koncentrowanie się na wersji, zgodnie z którą za przestępstwo miał odpowiadać Paweł P., uczestnik imprezy w Dream Clubie. Dostępne od dawna informacje wskazują jednak, że ta hipoteza była mało prawdopodobna. Dane z logowań telefonu do stacji BTS sugerują, że kiedy Iwona po godzinie 4.12 nadal zmierzała w stronę domu, Paweł przebywał już w mieszkaniu swoich dziadków. Teoretycznie można byłoby uznać, że wyszedł po cichu, pozostawiając telefon na miejscu. W takim wariancie ktoś inny musiałby jednak korzystać z urządzenia i wykonywać z niego połączenia w czasie, gdy mężczyzna szedłby w stronę Iwony.
Ponadto Paweł nie miałby pewności, w którym miejscu znajdowała się dziewczyna ani którą dokładnie trasę wybrała. Niejasne pozostawałoby również, w jaki sposób miałby usunąć i ukryć ciało. Paweł P. jest dotąd jedyną osobą, której postawiono zarzuty w związku ze sprawą Iwony Wieczorek. Nie dotyczą one jednak jej zaginięcia ani śmierci, lecz utrudniania postępowania.
Prokuratura weryfikuje ustalenia. Paweł P. i Patryk G. pod lupą organów ścigania
Z informacji uzyskanych przez „Fakt” w Prokuraturze Krajowej wynika, że zarzuty wobec Pawła P. nadal obowiązują. Ten wątek postępowania prowadzi Zachodniopomorski Wydział Zamiejscowy Prokuratury Krajowej i do tej pory nie został on zamknięty.
W minionych miesiącach przesłuchano wiele osób, w tym przedstawicieli najbliższego kręgu Iwony Wieczorek. Prokurator Eryk Stasielak poinformował „Fakt”, że Paweł P. nie był w tym czasie ponownie przesłuchiwany. Nie ujawnił natomiast, czy śledczy wrócili do rozmów z Patrykiem G., również należącym do bliskiego otoczenia zaginionej. Nie udzielił także konkretnej odpowiedzi na pytanie o ewentualne dowody bezpośrednio wskazujące na sprawcę.
Kierujący krakowskim Archiwum X przyznaje, że ostatnie tygodnie przyniosły ważne informacje. Zastrzega jednak, że o rzeczywistym przełomie będzie można mówić dopiero w chwili, gdy konkretna osoba usłyszy zarzut związany z pozbawieniem życia Iwony Wieczorek. Wiadomo, że śledczy odrzucili jedną z rozpatrywanych wersji, ale nie ujawniają, czego dokładnie ona dotyczyła.
- Tak, jedną hipotezę, ale którą, nie powiem. Hipotezy mogą dotyczyć wielu rzeczy: sprawcy, ale i miejsca, w którym zwłoki Iwony są. Na tym etapie nie mogę powiedzieć, jaka to hipoteza i czego ona dotyczy. Na pewno, szczątków Iwony do dzisiaj nie znaleziono – powiedział w rozmowie z portalem.
Śledczy otrzymali także nową, istotną ekspertyzę sporządzoną przez biegłych. Ma ona związek z jedną z najważniejszych wersji dotyczących konkretnych osób. Badania georadarowe wskazały również wybrane lokalizacje, które mają zostać dokładniej sprawdzone. Jednocześnie nadal analizowany jest tak zwany wątek osobowy, czyli możliwość udziału określonego podejrzanego albo grupy osób, powiązana z najnowszą opinią ekspertów.
Zbrodnia poza Parkiem Reagana? Aldona Błaszczyk-Szostak o zaginięciu Iwony Wieczorek
Od wielu lat część specjalistów wskazuje, że zdarzenie prowadzące do zaginięcia 19-letniej Iwony Wieczorek mogło mieć miejsce poza Parkiem Reagana. Park znajduje się w pobliżu punktu, w którym kamera po raz ostatni zarejestrowała dziewczynę, ale nie musi oznaczać to, że właśnie tam doszło do ataku.
- Na pewno nie została napadnięta przez kogoś obcego i z pewnością nie w Parku Reagana. Przecież zostałyby tam jakieś ślady. A co z ciałem? Sprawca zostawiłby je w krzakach? Przykrył liśćmi? No nie da rady. Był środek lata, poza tym zwierzyna też by się do niego dobrała. Przechodnie zauważyliby również, że ktoś kopie dół. To jest irracjonalna hipoteza, która od lat krąży wokół tego parku. Moim zdaniem tę teorię należy odrzucić – tłumaczyła w rozmowie z „Super Expressem” dziennikarka, Aldona Błaszczyk-Szostak.
Za wersją, że w parku prawdopodobnie nie doszło do napaści, przemawiają również zeznania osób widocznych na monitoringu z 17 lipca 2010 roku o godzinie 4.12. Po upublicznieniu nagrania z wejścia na plażę nr 63 zgłosiło się wielu spacerowiczów rozpoznających siebie na filmie. Żaden z nich nie pamiętał jednak, by w tamtym momencie zwrócił uwagę na Iwonę Wieczorek.
- Ktoś zadzwonił do mnie i powiedział, żebym obejrzał film z monitoringu z nocy, kiedy zaginęła Iwona Wieczorek, bo chyba na nim jestem. Obejrzałem ten film i faktycznie rozpoznałem się na nim. Wychodziłem akurat z knajpki Chilly Willy, czyli z Bacówki, z dziewczyną, którą wówczas poznałem - relacjonował jeden ze spacerowiczów, który feralnego dnia przechodził tuż obok Iwony Wieczorek ok. godz. 4.
Wypowiedzi świadków zostały opisane przez dziennikarza śledczego Janusza Szostaka w książce „Co się stało z Iwoną Wieczorek”.Za wersją, że w parku prawdopodobnie nie doszło do napaści, przemawiają również zeznania osób widocznych na monitoringu z 17 lipca 2010 roku o godzinie 4.12. Po upublicznieniu nagrania z wejścia na plażę nr 63 zgłosiło się wielu spacerowiczów rozpoznających siebie na filmie. Żaden z nich nie pamiętał jednak, by w tamtym momencie zwrócił uwagę na Iwonę Wieczorek.
- Widziałem zapis z monitoringu z lokalu Sanatorium, na tym nagraniu jest cała nasza trójka. Na tym nagraniu widać przechodzącą obok nas Iwonę Wieczorek. Ale wówczas ja jej nawet nie zauważyłem. (...) Nie widziałem, aby ktoś za kimś szedł, kogoś gonił. Nikt nie wzywał pomocy - czytamy.
Postępowanie dotyczące zniknięcia Iwony Wieczorek trwa już od 16 lat. Pozostaje liczyć, że nowe działania doprowadzą w końcu do przełomu, a osoba odpowiedzialna za jej los zostanie ustalona i pociągnięta do odpowiedzialności.